Skip to content
19 lip / Wojtek

James Vickery – „James” [RECENZJA]

To dopiero drugi kompletny album artysty próbującego swoich sił w branży kilkanaście lat. Poprzednia płyta mnie jakoś nie zachwyciła, głównie bałaganem stylistycznym, ale na pewno była godna wysłuchania. Teraz jest na pewno lepiej. Co prawda wielu krytyków zalicza Jamesa Vickery do artystów R&B, co mnie trochę dziwi, ale nie ma to większego znaczenia.

Głos artysty zawsze brzmiał nieco egzotycznie, ale Vickery potrafił z tego zrobić zaletę, na pewno trudno go z kimś pomylić. Za to z piosenkami jest tu różnie. Ciekawe są ballady, jak moja ulubiona „ILU”. Na pewno atrakcyjne radiowo są te umieszczone pod koniec albumu, jak: „Higher” i „Hanging on”, wcześniej jest jeszcze „Right Side”.

Ciekawe, co przyświecało artyście, kiedy zdecydował się na umieszczenie w albumie piosenki zespołu Aerosmith „Miss a Thing”, bo wykonana jest bardzo konwencjonalnie. Podobnie jak cały album, mimo że nie jest on taki zły.

9/10

Zostaw komentarz