Skip to content
13 paź / admin

Alicia Keys – „Alicia” [RECENZJA]

To zaledwie siódmy album Alicii Keys. Dlaczego „zaledwie”? Bo wydaje się, że tak uznana artystka, znana z wielu przebojów, nagrała olbrzymią ilość piosenek. Ale nie, bo tu nie o ilość chodzi. Artystka bardzo starannie pracuje nad nowym materiałem, tworząc za każdym razem perełki – od wydania ostatniego krążka minęły aż 4 lata. Album „Alicia” miał się ukazać w marcu, ale nagły wybuch światowej pandemii zmienił plany – najpierw premierę przeniesiono na maj, potem na końcówkę roku, a ostatecznie płyta ukazała się we wrześniu.

Wg oficjalnych informacji wszystkie piosenki są napisane i wyprodukowane przez artystkę. Kiedy jednak spojrzymy na informacje szczegółowe, to widzimy, że było wielu współproducentów (m. in: Rob Knox, Johnny McDaid, 1500 or Nothing) i jeszcze dłuższa liczba współautorów piosenek. Oczywiście w każdym przypadku nazwisko artystki jest podawane jako pierwsze, ale obok jest tyle dodatkowych nazwisk, że można odnieść wrażenie, że w procesie twórczym mogło być nieco tłoczno. Prawdopodobnie nieprędko dowiemy się, jaki był wkład poszczególnych twórców, co i tak nie ma większego znaczenia, bo to Alicia Keys  rozdawała karty i decydowała o ostatecznym kształcie każdego utworu.

Ten album zachwyca od pierwszych dźwięków, a im dłużej się go słucha, tym radość ze słuchania jest jeszcze większa. Przede wszystkim słyszymy kawał porządnej muzyki, która jest wyprodukowana na najwyższym poziomie, nowocześnie i bardzo pomysłowo. Słyszymy piosenki dynamiczne w stylistyce R&B, ale są też piękne ballady – znak firmowy artystki. Na tę różnorodność duży wpływ miał dobór zaproszonych artystów towarzyszących w niektórych piosenkach. A jest ich niemało: tanzański artysta Diamond Platnumz, brytyjska wokalistka Sampha, Szwedka Snoh Aalegra i kilkoro rodaków: Khalid, Tierra Whack, Miguel,  Jill Scott. Każdy z gości wniósł swoją wrażliwość i wyobraźnię,  tworząc razem świetną piosenkę. Bo na przykład „Wasted Energy”, dzięki udziałowi Diamond Platnumz jest piosenką nowoczesną, smacznie wykonaną. A już szczytem maestrii jest przepiękna, prosta ballada „3 Hour Drive” – tutaj artystkę pięknie wspomaga Sampha.

Właściwie o każdej piosence można się rozpisywać i zachwycać. Największym sukcesem jest dobówr wpsółpracowników, bo każdy z nich odcisnął tu swój wyraźny ślad. Jednak sama artystka pokazuje także swoją  klasę i olbrzymią świadomość w utworach solowych. Bo takie albumy to dziś rarytas.

A więc bierzcie i słuchajcie!

10/10

Zostaw komentarz

*

code