Skip to content
3 lipiec / Wojtek

Andrzej Zaucha

Po dłuższej nieobecności wracamy na rodzime podwórko, w dodatku nie byle jakie. Twórczość Andrzeja Zauchy od pewnego czasu stała się niezwykle modna i chętnie wykonywana przez wielu wykonawców. Powstają koncerty monograficzne, nawet osobne konkursy z obowiązkowym repertuarem tego wokalisty. Każdy, kto próbował zmierzyć się z jego piosenkami wie, że jest to zadanie ambitne. Pewnie dlatego zdecydowana większość tych prób jest słaba. Bo żeby „poprawić” Zauchę trzeba być artystą podobnego kalibru co on. Przyjrzyjmy się dwóm piosenkom, które były znakiem firmowym Andrzeja Zauchy.

„Byłaś serca biciem”, jedna z ostatnich piosenek wokalisty, to pozornie prosty utwór. Wszyscy wykonawcy, którzy śpiewają go podobnie do pierwowzoru, niestety przegrywają z nim. Dlatego najciekawsze są próby unowocześnienia i delikatnego odcięcia się od wykonania Zauchy. Oczywiście, że można dyskutować nad granicami dowolności ingerencji w pierwotny materiał (tekst i muzyka), jednak zawsze będę popierał próby, które mają spójną koncepcję, a zmiany linii melodycznej nie są czystym popisem wokalnym.

Podoba mi się wersja Reni Jusis, ta z czasów fascynacji muzyką klubową. Jej propozycja, mimo zabiegów unowocześnienia, jest bardzo wierna oryginałowi. Zrobić taką muzykę, to duża maestria!

Mezo & Liber& Kasia Wilk –  tu na pewno nie ma kastracji, a jedynie dosyć swobodna wariacja. Bardzo ciekawe! Z pewnością ta wersja ma tylu samo przeciwników, co zwolenników. Ja zapisuję się do tych drugich.

Przy tej okazji należy wspomnieć Kubę Badacha, który piosenkom Andrzeja Zauchy poświęcił całą płytę. O tym wydawnictwie cały czas sporo się mówi, chociażby dlatego, że uznawany obecnie za najlepszego wokalistę, Badach zmierzył się z historycznym numerem 1 męskich głosów w Polsce. Jego płyta jest niewątpliwie interesująca; pierwszy ktoś z taką pieczołowitością zajął się legendarnymi piosenkami. Mnie jednak nie zachwyca – uważam ją za przekombinowaną, bo nie można inaczej nazwać zabiegów poprawiania harmonii w znakomitych piosenkach. Czyli klasyczny przerost formy nad treścią.

„Bądź moim  natchnieniem” – piosenka, która jako jedna z nielicznych w wykonaniu Badacha, urzekła mnie. Tutaj wokalista pokazał inne spojrzenie na utwór; z piosenki swingującej stworzył urzekającą balladę. Nie ma tutaj napinania się na siłę, ani zmiany koryta rzeki.  Wokaliście udało się stworzyć zupełnie nową dramaturgię, dzięki czemu ta piosenka awansowała do innego rodzaju – z utworu typowo rozrywkowego, rozbujanego, do osobistej ballady, piosenki poetyckiej. W okresie natężonego słuchania płyty „Obecny”,  wysłuchałem jej setki razy i nadal mnie zachwyca.
Wersja Badacha jest na tyle pionierska i sugestywna, że ma wielu naśladowców, udających oryginalną wokalistykę. No cóż, niektórzy pewnie chcą się podpiąć pod jego sukces.

„Bądź moim natchnieniem” to piosenka klasycznie rozrywkowa, z pozoru więc lekka łatwa i przyjemna. Lekka i przyjemna – tak, ale łatwa ona nie jest, co wyraźnie słychać w przypadku wielu młodych wokalistów, którzy na tej piosence najczęściej się wysypują. Dlaczego? Antoni Kopff, kompozytor piosenki, powrzucał do niej kilka pułapek  i mimo że melodia nie wymaga od wokalisty dużej rozpiętości głosu (wystarczy oktawa), to naszpikował ją drobiazgami wymagającymi dużej muzykalności (rozłożone akordy seksowe, trytony, modulacja). Rytmicznie też nie jest łatwo –  jak przystało na swingujący utwór, sporo jest w nim synkop (przesunięcie akcentu z mocnej części na słabą część taktu). I tutaj swoją maestrią wykazał się Wojciech Młynarski, który do niełatwego rytmu potrafił napisać idealny tekst. I to właśnie tekst bardzo ułatwia zaśpiewanie tej piosenki, aczkolwiek tylko pozornie, bo tu trzeba się wykazać znakomitą punktualnością. Nic więc dziwnego, że dzieło wspaniałych twórców w połączeniu z talentem Zauchy, musiało przynieść efekt znakomity. I pewnie dlatego ta piosenka jest do dziś jednym z jego znaków firmowych. Tak, „jednym z”, bo chyba nie jestem w stanie wymienić jedynie 3-4 piosenek, które są wizytówką najlepszego polskiego wokalisty naszych czasów. Tak na dobrą sprawę, każda przez niego śpiewana piosenka, jest do dziś legendą.

Interesujące wykonanie zaprezentował Maciej Miecznikowski. Właściwie to chyba jest wersja zespołu wokalnego 6na6, który tę piosenkę śpiewa z różnymi wykonawcami, także z Kubą Badachem.  Wybieram wersję wokalisty Leszczy, jako czystą i tzw. bezpretensjonalną.

Przy okazji kilka słów na temat tego świetnego zespołu wokalnego. Zastanawiam się dlaczego w kilku polskich talenshow na siłę lansuje się zespoły wokalne, które na ogół nawet nie spełniają definicji zespołu wokalnego. Najczęściej jest to kilka osób śpiewających tę samą piosenkę jednocześnie. Takie zespoły głównie śpiewają jednogłosowo, czasami porywają się na 2- albo 3-głos. Zespół 6na6 udowadnia, że śpiewaniem zespołowym można się znakomicie bawić. Ich rewelacyjny akompaniament z pomysłową, polifonizującą aranżacją sprawia, że ani przez moment nie zdajemy sobie sprawy, jaka ta piosenka jest trudna. I to właśnie chodzi!

Zostaw komentarz

*

code