Skip to content
13 sie / Wojtek

Ania Dąbrowska – „Dla naiwnych marzycieli” [RECENZJA]

Po pierwszym wysłuchaniu tej płyty zawołałem: co to do cholery jest? Nie mogłem uwierzyć, że artystka, która cały czas mi imponowała, nagle nagrywa coś nie do słuchania. Jednak po jakimś czasie dałem sobie kolejną szansę, bo przecież to chyba niemożliwe, aby akurat Ania Dąbrowska nagrała takiego knota. Zabrałem się więc do tego albumu jeszcze raz, i teraz było już znacznie lepiej 😆

Po kilku przesłuchaniach dochodzę do wniosku, że to całkiem dobra płyta. Dlaczego więc początkowo mnie przeraziła? Prawdopodobnie nie trafiłem tym albumem w swój ówczesny „nastrój muzyczny”. Będąc świeżo po dokładnym słuchaniu ostatnich płyt Julii Marcell i Moniki Brodki nie byłem chyba przygotowany na tak nagłą zmianę stylistyki. Stąd też zupełnie inne wrażenie ze słuchania po krótkiej przerwie. I tutaj, chyba na przekór,  odkrywam nagle, że ta płyta składa sie z samych przebojów. Piosenki: „Nieprawda”, „Gdy nic nie muszę”, „Nie patrzę”, W głowie”, „Oddycham”, „Poskładaj mnie” to murowane kandydatki na bardzo popularne, tzw. radiowe piosenki. Kilka utworów nieco spokojniejszych („Bez Ciebie”, „Naiwny marzyciel”, „Staraj się nie czuć”) to również utwory atrakcyjne, które masowa publiczność może pokochać. I w ten sposób wymieniłem niemal wszystkie piosenki z płyty. Została jeszcze jedyna na albumie anglojęzyczna „I’m Trying to Fight It”, chyba najciekawsza.

Zastanawia mnie koncepcja marketingowa promowania tego albumu. Z jednaj strony współczuję artystce i wytwórni, bo decyzja, którą piosenkę wybrać do promocji była na pewno nie łatwa. Ja prawdopodobnie wybrałbym „Gdy nic nie muszę”, piosenkę przebojową, jednak nie tak oczywistą, zbudowaną na  trochę ciekawszych elementach. Decyzja wybrania na promujący klip „W głowie” jest z punktu  widzenia masowego widza jak najbardziej zrozumiała, gdyby nie koszmarny teledysk. Kompletnie nie rozumiem, jak można wyprodukować coś tak banalnego, zupełnie nie przystającego do piosenki.

Dlaczego ta płyta, mimo wielu przebojowych piosenek, mnie nie zachwyca?

Po pierwsze – to nie jest moja ulubiona stylistyka. Odnoszę wrażenie, że Dąbrowska od swojego pierwszego albumu stoi w miejscu, a w naszych czasach nie ruszanie się  może skutkować wyłącznie szybkim cofaniem się. I tak jest chyba w tym przypadku.

Po drugie – same kompozycje są nienajgorsze, jednak cała reszta raczej przeciętna. Tak doświadczonej artystce tej klasy teksty już chyba się nie powinny zdarzyć. Może to tylko kwestia progu bólu, jednak nie mogę słuchać kiedy 35. letnia kobieta po raz kolejny wyśpiewuje najbardziej wyświechtane frazesy o miłości. I to o nieszczęśliwej miłości, dyżurnym temacie większości piosenek Dąbrowskiej.

Po trzecie – produkcja płyty. Spodziewam się, że same piosenki mogłyby brzmieć dużo lepiej, gdyby były ciekawiej wyprodukowane. W koncepcji wykonawczej płyty nie ma nic nowoczesnego; pod tym względem ciekawsza była nawet pierwsza płyta artystki.

I po czwarte – manieryczny sposób śpiewania, wcześniej nie tak dotkliwy, teraz, przy stosunkowo ubogiej warstwie muzycznej, uwiera znacznie bardziej.

Gdyby taką płytę nagrała debiutantka, można by okrzyknąć ją dużą nadzieją. Jednak w przypadku wokalistki, która przyzwyczaiła do wysokiego poziomu, ten album można nazwać najwyżej poprawnym. Na szczęście są piosenki, które powinny się obronić. Mimo wszystko zawsze lepiej, gdy w stacjach radiowych będą grane takie utwory, a nie wiele koszmarków gwiazdek jednego sezonu.

Moja ocena: 5/10

Zostaw komentarz