Skip to content
30 Mar / Wojtek

BAiKA – „Byty zależne” [RECENZJA]

"Byty zależne" to pierwszy album duetu BAiKA – jego nazwa jest skrótem imiom członków formacji: Piotra Badacha i  Kafi, czyli Katarzyny Sondej. Ten pierwszy to osoba na naszej scenie mocno zasłużona, głównie dlatego po tę płytę sięgnałem, z ciekawości. Piotr Banach – założyciel i główny kompozytor zespołu Hey ponownie szuka swojej drogi. Do roku 1999, kiedy pożegnał się z kapelą, stworzył większość jej repertuaru ("Teksański", "Moja i twoja nadzieja"), ale także współpracował z Katarzyną Nosowską przy jej pierwszym albumie solowym ("Jeśli wiesz co chcę powiedzieć"). Potem było już nieco gorzej. W międzyczasie był jeszcze rozdział z zespołem Indios Bravos, ale do poziomu z czasu współpracy z Hey nie udało się powrócić. W 2015 r. Banach zakłada duet BAiKA, którego powstanie chyba  nieprzypadkowo łączy się z zawieszeniem działalności swojej ostatniej kapeli Teraz Banach pokazuje się już nie jako członek zespołu, ale ktoś, kto jednoosobowo odpowiada za muzykę i brzmienie na całej płycie.

Jeśli chodzi o stronę muzyczną, to dramatu nie ma. Banach zdążył mnie już przyzwyczaić, że wybitnym kompozytorem nie jest. Fakt, że udało mu się stworzyć kilka wielkich przebojów to wypadkowo kilku elementów. Na pewno jednym z nich, być może najważniejszym, była współpraca z Katarzyną Nosowską. Jej teksty kształtowały wyobraźnię wielu młodych ludzi w latach 90. I to w połączeniu z raczej prostą, nośną melodią zaowocowało. Na płycie "Byty zależne" słychać ten rozpoznawalny styl kompozytorski. Rozpoczynająca album piosenka "Rejestr przyjaciół" bardzo przypomina stylistykę Heya z początków jego działalności. Ale to tylko pierwsze wrażenie, potem jest już gorzej, bo tekst nie pozostawia zludzeń, że to już inna bajka. Ciekawych muzycznie, i niestety tylko muzycznie, jest kilka piosenek: "Jeśli tylko będzie możliwe", "Jesteś", "Śnieg" i "Kaśka". Szkoda, że w twiększości utworów tekst nie podąża za atrakcyjnością muzyczną. Jedyne w miarę spójne piosenki, w których tekst zgadza się z muzyką są: "Myszkolew", "Nowa królowa" i "Nie martw się o mnie".

W warstwie instrumentalnej fajerwerków nie ma, na pewno nie jest nowocześnie, ale może takie było założenie. I może tak też było w przypadku piosenki "Nie pozwól mi", której towarzyszy akompaniament łudząco podobny do "Sweet Dreams" zespołu Eurythmics.

Największe piętno na ostateczny efekt miała tutaj  Katarzyna Sondej. Na tę wokalistkę Banach zwrócił uwagę podczas koncertu wcześniejszego zespołu wokalistki. I potem poszło szybko – oboje zaczęli razem koncertować i przebywać także prywatnie. Kafi na płycie występuje w podwójnej roli: wokalistki i autorki tekstów. Ta mocno rozpowszechniająca się cbecnie tendencja pisania słów piosenki przez wokalistów prowadzi do obniżenia się poziomu polskich tekstów. W takich przypadkach nie dziwię się wielu polskim artystom, którzy wolą pisać po angielsku, bo niby łatwiej. Tak, słuchając tekstów z "Bytów zależnych" można się z tym zgodzić. Na pewno autorka miała klika ciekawych pomysłów, ale w większości piosenek razi niedpasowanie tekstu do frazy muzycznej. Najczęściej jest to ilość sylab i niespójność akcentów. Jednak głównie chodzi o podstawową zasadę budowy formalnej utworu, czyli konstrukcji fraz lub dłuższych części piosenki na zasadzie poprzednik-następnik. Dziwię się, że tak doświadczony kompozytor pozwolił na ewidentnie wystające frazy.

Ale nie o same frazy tutaj chodzi, bo tego można się nauczyć. Gorzej jest w całej wartwie tekstowej, gdzie jesteśmy atakowani banałem i wyświechtanymi zwrotami.  Np. taki kwiatek w  "Nie pozwól mi", w której autorka zwraca się do anioła:

"Czy mogę w tańcu się zapomnieć

Zapatrzeć aż do oślepnięcia

Aby osłonić mnie skrzydłami

Jak  kwoka chroni swe pisklęta"

Dwie koszmarne piosenki: "Albo albo" (w przeszłości była już pewna pani, która śpiewała: "ja się boję sama spać") i "Ciasteczko" to coś, czego nie jestem w stanie słuchać. Z kolei w piosence "Jesteś" wokalistka popisuje się nienajgorszą kolaraturą, ale chwilę wcześniej, w tej samej piosence, we frazie "na drodze swej stoję" Kafi nieprecyzyjnie śpiewa klika prostych dźwięków. Po co więc popisywanie się wokalistyką wyższą, skoro nie opanowało się tej podstawowej?  Zresztą w warstwie emisyjnej jest także nieco dziwnie – wokalistka na pewno dysponuje dobrym warsztatem i niezłymi warunkami wokalnymi. I może właśnie ten wysoki stopień wtajemniczenia uśpił czujność, bo wokalistka zbyt często miesza różne techniki, najczęściej śpiewa dobrym, pewnym głosem, ale od czasu do czasu pozwala sobie na nieuzasadnione wibrato, albo używaną w przypadkowych miejscach ciekawą chrypkę, która mogłaby być znakiem rozpoznawczym wokalistki, a tak jest jedynie drobnym dodatkiem.

Tej płycie nie wróżę sukcesu, ale życie pokazuje, że nie to ładne, co ładne, a to, co się ludziom podoba. Nie mam wątpliwości, że przy solidnej promocji radiowej te piosenki mogą podbijać listy przebojów. No cóż, takie życie.

5/10

 

 

 

Zostaw komentarz

*

code