Skip to content
11 cze / Wojtek

Bardziej TOP, czy bardziej TRENDY?

Pierwszy dzień festiwalu TOP Trendy pokazał niezłą symbiozę dwóch słów na „T”, za to drugi dzień- wręcz przeciwnie. Było smętnie, pretensjonalnie, a miernotą wiało z każdego kąta. :mrgreen:

Najpierw zafundowano nam przedziwny koncert, który miał znaleźć przebój roku. I tu nastąpił wysyp fantastycznych gwiazd pierwszej wielkości: Lisowska, Brzozwoski, Wyszkoni, Grzeszczak, Pectus. Jula. Każdy lepszy od drugiego. Na tym tle występ najlepszego w tym koncercie zespołu Lemon wyglądał egzotycznie. Stylistycznie to zupełnie inne bajki, dlatego zastanawiam się jak ta sama publiczność może z podobnym entuzjazmem słuchać piosenki p. Lisowskiej. A przecież podobno to słuchacze najbardziej opiniotwórczych stacji radiowych „wybrali” wykonawców tego koncertu. A tak na prawdę, to nie słuchacze, tylko panowie, którzy w tych rozgłośniach rozdają repertuarowe karty . Zespół Lemon w mojej ocenie położył konkurencję na łopatki.

Decyzją widzów wygrał jednak zespół Enej i to tzw, mniejsze zło. Enej należał do mniejszości wykonawców tego koncertu, których jestem w stanie słuchać.  A tak na marginesie zastanawiam się czy poziom występu tej kapeli w Sopocie wynikał z przepracowania, czy z sodówki. Mam nadzieję, że to pierwsze. A mówię tu o lekkim niechlujstwie, którego we  wcześniejszych telewizyjnych występach zespołu nie było.

Wracając jeszcze do klucza klasyfikacyjnego. Organizatorzy tłumaczą się, że nei tylko stacje radiowe, ale też internauci. Dla mnie to rodzaj koła zamkniętego. Ale podpowiem, że za rok można zaprosić np. artystów najczęściej granych na weselach. Gwarantuję, że publiczność będzie równie, a prawdopodobnie znacznie bardziej szczęśliwa 😉

Na Top Trendach zawsze najbardziej czekam na koncert nowych twarzy, bo chcę się dowiedzieć jakie muzyczne trendy wchodzą na naszą scenę. Niestety, znowu się nie dowiedziałem. Opowieści, że konkursowe piosenki wybrano z olbrzymiej ilości, to jakiś bełkot. Przecież dużo lepszy koncert można zrobić zapraszając wybranych półfinalistów Must Be The Music. Dziwię się, że stacja na to jeszcze nie wpadła. Domyślam się jednak, że tu chodzi  o dobre współżycie z niektórymi stacjami radiowymi. No cóż, ręka rękę myje. 😯

W tym koncercie podobało mi się dwoje wykonawców, z którymi jednak mam mały kłopot. Najciekawszą, nowoczesną propozycję miała Natalia Przybysz. Ta pani zdobyła już nagrodę w tym konkursie (jakieś 10 lat temu) jako Sistars. Jakoś nie przekonuje mnie, że ktoś przez kilka lat ciągle jest obiecującym początkującym artystą. Co nie zmienia faktu, że piosenka jest niezła, tylko wystąpiła nie w swojej kategorii wagowej.

Podobał mi się także Dr Misio. Kompletnie jednak nie rozumiem kto mógł dopuścić, że ten zespół jako jedyny w konkursie wystąpił z playbacku. Z tego też powodu nie powinien konkurować w tych rozgrywkach. Dziwne obyczaje. A zespół który wygrał? No cóż, ludzie lubią takie historie jak w ubiegłym roku Ania Rusowicz, a jeszcze wcześniej Natalia Kukulska. Wygrana zespół Cree, to niewątpliwie głosowanie na Sebastiana Riedla, który stylistycznie i technicznie jest znacznie gorszą kopią swojego ojca. I tylko kopią.

No i tyle o festiwalu, który może wydarzeniem nie był, ale aż tak mocno mnie nie przestraszył. Obawiam się, że za tydzień w Opolu może być jeszcze gorzej 🙄

Zostaw komentarz

*

code