Skip to content
22 cze / Wojtek

Bovska- „Kaktus” [RECENZJA]

Ta płyta dosyć długo leżała u mnie nierozpkowana. Spodziewałem się, że to kolejny album polskiego wykonawcy, który jest atrakcyjny wyłącznie dla niego samego. Takich płyt mamy w Polsce sporo, stąd moja specyficzna znieczulica. W końcu nadszedł czas, aby płytą się zainteresować. Już podczas pierwszego słuchania, mniej więcej w połowie, zaczęło mnie to interesować, a pod koniec materiału wiedziałem, że mam do czynienia z bardzo interesującą propozycją.

Bovska to artystyczny pesudonim Magdy Grabowskiej. I tudno jednoznacznie powiedzieć kim jest, bo w tym momencie powinniśmy patrzeć na nią jak na wokalistkę, a tymczasem…. Grabowska jest znana w środowisku plastycznym, jako ilustratorka i wykonawczyni graffiti. Jak przystało na absolwentkę dwóch uczelni artystycznych (Akademia Muzyczna w Warszawie i warszawska ASP) Bovska świetnie łączy te dwa obszary. Płyta „Kaktus” z autorskim projektem graficznym, ale też jej koncerty z osobiściwe wykonaną wizualizacją są najlepszą wizytówką artystki.

To co na tej płycie jest dla mnie najważniejsze to muzyka. Trudno ją rozpatywać pod kątem piosenek i konkretnych  linii melodycznych, bo tu wszystko jest całością –  niebanalne teksty, ciekawe kompozycje, a przede wszystkim znakomite aranżacje. A same  piosenki? Te zaskoczyły mnie bardzo, głównie ze względu na łamanie stereotypów konstrukcyjnych. Tu nie ma typowej dla tego gatunku struktury „canto-refren”, jest bardziej budowa patchworkowa, która łączy kilka małych cząsteczek. Nawet jeśli piosenka jest melodyjna i wyraźnie wyodrębuia się refren, to już trudno jest zdecydować co w takkim razie stanowi canto. Świetnym przykładem jest „Póki czas” – tutaj klasyczne canto i refren poprzeplatano innymi częściami. Całość daje nieoczywisty efekt, jednak ciagle jest to atrakcyjna piosenka, może jednak te ambitniejsze elementy przeszkodzą utworowi aby był pokochany przez miliony? Podobnie jest w piosence „Bomba”. Tutaj mamy do czynienia z czymś w rodzaju pastiszu muzycznego, wszystko jest na granicy piosenki i performancu. To już taka wyższa szkoła jazdy.

Bovska cały czas bawi się konwencją, bardziej interesuje ją głębia muzyczna i wymykanie się ustalonym schematom, niż klasyczna piosenka. Są jednak utrwory, które swoim spokojem i melodyjnością pokazują zupełnie inną stronę artystki. Dwie piosenki, na które zwróciłem uwagę przy pierwszym słuchaniu to „Oko do oka” i „Wyspy”. Paradoksalnie obie piosenki są zaśpiewane w ducecie z Janem Smoczyńskim, producentem płyty, który nawet tutaj pokazuje swoją klasę. W „Oka do oka” urzekła mnie świetna harmonia dwugłosu wokalnego. Takiego zaśpiewania nie powstydziłby się żaden secjalista głosów towarzyszących. Za chwilę jednak, w piosence „Wyspy”, Smoczyński śpiewa w oktawie z wokalistką, a tutaj dołożenie II głosu było dużo łatwiejsze. I to jest właśnie klasa – każdy prawdziwy artysta udowodni, że środki techniczne są do jego wyłącznej dyspozycji, i to jego wrażliwość decyduje, które z nich i w jaki sposób dobrać. Brawo!

Słyszę wiele głosów od domorosłych sepcjalistyów, że Bovska „nie ma dobrego głosu”. Hmmmm. Mogę się zgodzić, że artystka nie powala warunkami głosowymi, jej sposób śpiewania nie jest jednak tak oczywisty. W większości piosenek Bovska używa jasnej barwy, śpiewając w stylu nastolatki, jest to zresztą ostatnio bardzo rozpowszechniony sposób śpiewania. Artystka jednak potrafi zaśpiewać barwą dojrzałą, używajac swojego głosu adekwatnie do założonego celu, jak na przykład w „Wyspach”. Bo właśnie to jest tutaj najważniejsze – Bovska nie jest kolejną na naszej scenie piosenkareczką, której coś się wydaje. Jej sens to tworzenie wypowiedzi artystycznej w całości. I to odróżnia artystę od sztukmistrza. Pominę już fakt, że Bovska bije na głowę swoje koleżanki z dyplomami z wokalistyki jazzowej, mimo że przegrałaby z nimi w konkurencji barwy, alikwotów czy prawidłowego wibrato 😆

Jedyna piosenka zaśpiewana po angielsku, „The Man with an Unknown Soul” to dowód na to, że artystka trochę nie pasuje do naszego polskiego piekiełka. Takiego utworu nie powstydziłyby się największe gwiazdy światowego formatu. Dobrze, że artystka nagrała płytę polskojęzyczną, a tym jedym utworem sygnalizuje jedynie, że jeśli o nią nie zadbamy, to może nam uciec. Dbajmy więc o nasze dobro narodowe.

Moja ocena: 7/10

 

komentarze 2

zostaw komentarz
  1. Ewa / 13 mar 2017

    Witam,
    czy wiecie gdzie można kupić podkład do „The Man With An Unknown Soul „?
    Pzdr Ewa

  2. Wojtek / 13 mar 2017

    Na razie jest dostępny jedynie podkład do „Kaktusa”.

Zostaw komentarz