Brian Byrne – „She Must Go”
Już nie pamiętam jak trafiłem na ten album, pewnie znowu streaming mi podpowiedział. I znowu trafił, bo to piękna, mądra płyta z wieloma dobrymi znajomymi, ale jego główny bohater był dotąd dla mnie osobą nieznaną.
Brian Byrne to uznany twórca muzyki filmowej i współpracownik kilku gwiazd. W 2003 roku przeniósł się z Irlandii do USA, bo jeśli ktoś ma plany filmowe, to tam jest dla niego najlepsze miejsce, a lista filmów, do których Byrne napisał muzykę jest długa i ciągle się wydłuża.
Ten album to same piosenki, ale w każdej z nich przebija się miłość kompozytora do szerokich, głębokich brzmień. Zaczyna się pięknie – „Hope” z tekstem amerykańskiej poetki Emily Dickson, piękną muzyką i zmysłową interpretacją Kurta Ellinga. I do tego ta aranżacją. Najwyższy poziom! Później wokalista jeszcze raz, tym razem w „Talking Till Morning” ze współczesnym tekstem autorstwa zdobywcy Grammy, Stevena Satera.
Wśród wokalnych gości jeszcze między innymi: Kurtis Sigers, Tierney Sutton i Kate McGarry. Na mnie największe wrażenie robią piosenki śpiewane przez Veronicę Swift. Najpierw „The Habit of You”, ponownie z tekstem Satera. Później w „She Must Go” i moja ulubiona „Sunset in St. Louis”.
Te wszystkie utwory brzmią jak klasyki wielkich mistrzów sprzed lat. Można tylko podziwiać kompozytora, że udało mu się zebrać wybitnych wokalistów, w dodatku dobrać dla nich utwory tak, jakby były specjalnie dla nich napisane. Tu trzeba jeszcze zwrócić uwagę na „O Captain! My Captain!”. W tej piosence kompozytor całkowicie zmienia zespół akompaniujący, miejsce eleganckich brzmień Irlandzkiej Orkiestry Narodowej zajmuje zespół instrumentów mających przypominać big band. I to jest właśnie klasa tego muzyka, który umie wyczarować wszystko, co sobie wymyśli.
10/10








