Skip to content
23 paź / Wojtek

Cecile McLorin Salvant – „Oh Snap” [RECENZJA]

Kiedy artystka, jako młoda debiutantka, zdobywała swoją pierwszą statuetkę Grammy obwołano ją wielką nadzieją światowego jazzu. Dziś, po kilkunastu latach, artystka jest zupełnie w innym miejscu. Co prawda branża cały czas przypisuje ją do początkowej stylistyki, ale tym nie powinniśmy się przejmować, bo Cecile McLorin Salvan to artystka otwarta na różne stylistyki i smaki muzyczne.

To już ósmy album artystki w ciągu 15 lat. W swoim najnowszym krążku McLorin podała kilka  dań o różnych smakach, ale wszystkie świetnie przyprawione. Motywem przewodnim są tu klimaty jazzowe, a raczej jazzujące, ale jest też kilka zaskoczeń. Pierwszym jest piosenka „Take this stone”, którą artystka śpiewa z dwiema innymi wokalistkami. Zabieg ciekawy, bo  zaproszone panie wniosły trochę innego kolorytu, więcej delikatności i zmysłowości.

Drugim zaskoczeniem jest „Eureka” piosenka delikatna i świetnie wykonana, a jej rozwój dramaturgii robi wrażenie. Zresztą tu wszystkie piosenki zagrane są niezwykle minimalistycznie, oszczędnie, ale przez to zmysłowo i pięknie. A największą sensacją jest „A little bit more”, przesiąknięty elektroniką kandydat na stałego bywalca parkietów. Już sam fakt, że artystka, która głosem potrafi wyczarować wszystko wspomaga się autonue’em, świadczy o olbrzymiej wyobraźni i artystycznej odwadze. I jestem przekonany, że to nietuzinkowe podejście do wykonywanego repertuaru artystka pokaże nam jeszcze wiele razy.

10/10
Zostaw komentarz