Skip to content
19 maj / Wojtek

Chivas – „DWADZIEŚCIASIEDEM.” [RECENZJA]

Jego płyty zawsze są na szczycie sprzedaży przez co najmniej kilka tygodni, ale trudno nazwać Chivasa artystą bardzo popularnym. No właśnie, bo ten album, czwarty w dorobku artysty, jest moim pierwszym kontaktem. I dziwię się, że wcześniej się nie zainteresowałem tak interesującym muzykiem.

Chivas jest głównie twórcą, pisze dla siebie repertuar, a w nim najbardziej wyróżniają się kompozycje. O tekstach możemy powiedzieć znacznie mniej, bo Chivas zachowuje się, jakby się ich wstydził – większość materiału nagrana jest z nie do końca słyszalną ścieżką wokalną. Szkoda, bo cały album jest bardzo osobisty, a niektóre piosenki, jak: „KIEDY NIE MA CIĘ”, „GEN D” i „DWADZIEŚCIASIEDEM.” mogłyby być jeszcze bardziej interesujące. I tutaj ciekawostka, bo jedyna piosenka, w której słychać doskonale wszystko, to „PÓKI JESTEŚ”. Dlaczego? Odpowiedzią jest chyba udział Vito Bambino, który jako ważny głos w utworze, również współautor tekstu, prawdopodobnie przypilnował, żeby wszystko brzmiało jak należy.

Po tym udanym duecie można było pomyśleć, że Chivas ma rękę do współpracowników. Ale nie, bo piosenka „DEAD2ME” to przykład negatywny – tutaj Young Leosia bardzo się stara, żeby było niestrawnie.

I szkoda, że te niedoróbki tak mocno wpłynęły na całkowity odbiór albumu. A mogło być tak dobrze.

7/10
Zostaw komentarz