Coco Jones – „Why Not More?” [RECENZJA]
Coco Jones już wcześniej zwróciła moją uwagę jako nominowana do nagrody Grammy. Wtedy mnie nie zachwyciła, a teraz, przy kolejnej nominacji jest chyba jeszcze gorzej. Czuję się jakbym słuchał profesjonalnej produkcji bez duszy.
To jej pierwszy pełnoprawny album, wszystkie wcześniejsze to krótsze lub nieco dłuższe EP-ki. I wyszła cała prawda, bo na dłuższym dystansie nie da się już udawać, a tutaj większość utworów brzmi jak kumulacja przypadkowych pomysłów. Nie ma stylu, ogólny bałagan i dużo przypadkowości, ale nic dziwnego, bo jeśli spojrzymy na listę autorów piosenek, to zauważymy, że w każdej jest tłoczno, a za każdym razem ich skład jest inny. Ale nawet w tym bałaganie zdarzają się piosenki niezłe, jak „Taste”, albo „On Site”. Okazuje się, że w utworach spokojniejszych jest więcej skupienia, bardziej chodzi o klimat, a nie prześciganie się w nowinkach producenckich.
Niedawno obejrzałem kilkuodcinkowy program z udziałem kilku uznanych amerykańskich twórców przebojów, zebranych na kilka dni w jednym miejscu. Ich zadaniem było stworzenie repertuaru dla kilku wybranych pierwszoligowych artystów. Na każdą piosenkę był określony czas, za każdym razem pracowano w kilkuosobowych, losowo zestawionych zespołach. W efekcie powstały utwory nieciekawe, żaden z nich nie zyskał uznania u adresatów. W przypadku najnowszego albumu Coco Jones to porównanie pojawiło się u mnie od razu. I nie puściło do końca.
7/10








