Ćpaj Stajl – „Białe szaleństwo” [RECENZJA]
Dlaczego poprzedni album formacji był świetny, a ten nie jest? Mało tego, „Białe Szaleństwo” jest raczej o niczym, a jeśli szukamy motywu przewodniego, to oprócz przewijającego się kilka razy tytułu płyty, najsilniejszym jest to słowo „dziwka”, wykorzystywane przy każdej okazji. Dlaczego teraz jest dużo gorzej? Odpowiedź jest dosyć prosta – w tworzeniu tego materiału nie uczestniczył Kony, jeden z filarów składu, a Alick nie udźwignął roli gospodarza.
www.youtube.com/watch?v=YthMM3ygK6M
Materiał jest stosunkowo długi. W 20 utworach jest gęsto od gości, w każdym ktoś inny, a w ostatnim nawet wspomniany Kony. Jednak jego udział w „Chrześcijańskim trapie” nie różni się niczym od pozostałych „gościnek”, jakby chciano zaznaczyć, że występ w jednym utworze to nie to samo, co wzięcie odpowiedzialności za cały materiał. I właściwie jedyny ciekawy numer to „Pigwa” – tu jest jakaś historia, która wciąga. Nawet podoba mi się „Alkaloid”, ale co z tego, jeśli wcześniej zaatakował nas strasznie prostacki „Ściek”.
www.youtube.com/watch?v=IA_CJ0ioXAUi
To nie jest aż tak zły album, bo cały czas jest stylowo, cały czas coś się dzieje, na pewno nie można się nudzić. Ale czy tylko o to chodzi w rapie? Bo najgorzej, kiedy artysta sam zawiesi sobie poprzeczkę, a potem nie jest w stanie się do niej zbliżyć.
6/10








