Skip to content
8 kwi / Wojtek

Destin Conrad – „LOVE ON DIGITAL” [RECENZJA]

Niedawna nominacja do nagrody Grammy to spore osiągnięcie. Zwłaszcza, że tego artystę dostrzeżono w prestiżowej kategorii progresywnego R&B. Strzał w dziesiątkę, bo niewielu z nominowanych w ostatnich latach tworzy coś tak trudnego do zdefiniowania, chociaż nie jest to muzyka za bardzo „odjechana”.

Destin Conrad, rocznik 2000, jest świadectwem czasów, w których żyje. Swoją karierę muzyczną zawdzięcza głównie sobie, bo już jako 14-latek zaczął umieszczać nagrania w sieci, bardzo szybko przyciągnął ponad milion obserwujących. „Love on Digital” to pierwszy album studyjny artysty, a 3 miesiące później pojawił się następny. Wcześniej, od roku 2021 Conrad wydawał EP-ki i to regularnie, rok po roku. Już wtedy było wiadomo, że kariera światowa tego zdolnego muzyka to tylko kwestia czasu.

Jego piosenki nie są tak oczywiste, bardziej szkice albo pomysły do rozwinięcia, niż koncepcyjnie skrojone utwory. Najczęściej sprawiają wrażenie, że spadły na nas znienacka, i równie szybko od nas odchodzą. Tak jest choćby w przypadku moich ulubionych „THE LAST TIME” i „MAKE IT UP”, piosenkach bez wyraźnej melodii, bez typowej piosenkowej struktury.

Destin Conrad niemal od początku lubi towarzystwo w studiu, a nagrywa z nie byle kim. Najwięcej z jego głównymi promotorkami: Kehlani i Alex Isley, ale ostatnio z coraz większą gamą artystów, niedawna z tuzem muzyki Terrace Martinem.

„LOVE ON DIGITAL” to raczej nie jest płyta, do której będę chciał wracać. Co by jednak nie powiedzieć, to na pewno zainteresuję się nowymi nagraniami artysty, bo coś mi się wydaje, że Destin Conrad ma jeszcze dużo do powiedzenia.

9/10
Zostaw komentarz