Destin Conrad – „wHIMSY” [RECENZJA]
Jeszcze niedawno mało znany wokalista, ale od ubiegłego roku, po pierwszej nominacji do Grammy, Destin Conrad jest artystą, którego twórczość warto znać. Zaledwie kilka miesięcy po wspomnianym, świetnym albumie „Love if Digital” ukazuje się kolejny, ale…. Nie dajmy się zwieść tytułowi, bo ten krążek to na pewno nie jest kaprys. Chyba, że artysta chciał pokazać swoją ochotę na skok w bok. Ot, taki mały kaprys.
Po pierwszym swoim albumie Destin Conrad mógł być uważany za artystę poszukującego, bo nominacja do kategorii „progressive R&B” jest na to dowodem. Jednak teraz słyszymy materiał zupełnie inny, nieco jazzowy, nieco latynoski, ale wspólnym mianownikiem jest tu artyzm. No bo jeśli nagrywa się utwory z Terrace Martinem i Jamesem Fauntlerouem, wybitnymi muzykami i producentami, to nie ma się co dziwić, że jest tak dobrze. Zresztą znakomitych gości jest tu masa, od trębacza Keyona Harrolda, przez Bay Davis i świetną wokalistkę R&B, Ambre.
W albumie przeważają piosenki atrakcyjne, ale nienachlanie, jest nastrojowo i z klasą. Wyróżnia się kilka z nich, m.in. piosenka tytułowa, „Diamond Gold” i „A Lonely Detective”, ale dla mnie ciekawsze są te utwory mniej oczywiste, jak „Nothing Is Real”, albo „Boredom” ze świetną Vanishą Gould.
Tym albumem Destin Conrad pokazał, że go nosi. I że na pewno nie powiedział ostatniego słowa jeśli chodzi o możliwości, bo teraz możemy być gotowi na coś zupełnie nowego. Ja już jestem i czekam niecierpliwie!
10/10








