Skip to content
21 sty / admin

Donguralesko, Shellerini, Tailor Cut – „Trinity” [RECENZJA]

Miało być wielkie bum – tytuł albumu nawiązuje do pierwszej na świecie próby nuklearnej, przeprowadzonej przez USA w 1945 roku. Jeśli koś znał historyczny kontekst, mógł się spodziewać niezłego wstrząsu. No właśnie. Miało być jak u Hitchcocka, a wyszło jak u Vegi – jest atrakcyjnie, ale tak naprawdę, to nie wiemy, o czym jest ten album.

To co może się podobać, to wspólny przelot Gurala i Sheltera, a przede wszystkim niezła produkcja Tailor Cuta. Interesujące muzycznie są zwłaszcza remix „To nic” i „Pokaż mi hajs”. Intro i Outro też są niezłe, chociaż te akurat mogłyby się znaleźć u każdego artysty, bo niczym nie nawiązują do całego albumu. Tekstowo  jest nijako, niby cały czas jest o czymś, a jakby o niczym. Nawet „***** ***” ze swoimi ciekawymi fragmentami („jeśli coś się tu rozwija, to ewentualnie drut kolczasty”, „z kobietami na ulicach rozmawiają teleskopowe pałki”) pojawia się znienacka, bez dalszej konsekwencji w pozostałych utworach – można odnieść wrażenie, że to przypadek.

Donguralesko i Shellerini współpracowali ze sobą już 20 lat temu przy debiutanckim albumie Gurala. Obaj reprezentują poznańską scenę rapu, o czym teraz nam przypominają m.in. w „HEADSHOT”. W przypadku Shellera to nowy album po 2 latach i zaledwie 4 krążkach solowych. Za to Donguralesko ostatnio produkuje nowy materiał z niepokojącą częstotliwością, przez ostatnie 4 lata aż 6 płyt, a razem jest ich 18. No właśnie, artyście zdarza się tworzyć niezłe albumy, jak zeszłoroczny „URKMSWDWAAMJIM”, który w moim zestawieniu rocznym umieściłem na 6. miejscu. Niestety wcześniej zdarzały się płyty nieco, albo dużo gorsze. I tak na zmianę. Obawiam się, że „Trinity” nie powtórzy sukcesu wspomnianego albumu, ale spodziewam się, że fani obu artystów są zadowoleni.

6/10

Zostaw komentarz

*

code