Donguralesko – „Stromo” [RECENZJA]
Uwaga, mamy w Polsce artystę, który idzie na rekord. Niestety mowa o rekordzie ilościowym, bo nie wnoszący niczego nowego 27. album to jedynie liczba. Materiał, którego mogłoby nie być – słuchamy tego samego Donguralesko, który w nudny, ciągle taki sam sposób o czymś opowiada. No właśnie, to „o czymś” umyka zaraz po wysłuchaniu.
Dużo ciekawsza jest warstwa muzyczna, ale bity kilku uznanych producentów nie do końca uratowały miałkość tekstową. Bo chyba nie da się zrobić czegoś z niczego, nawet przy współpracy z tak uznanymi producentami, jak: The Returners i Chris Carson. Do tego jeszcze kilku innych beatmakerów, ale efekt stylistycznie bez wspólnego mianownika. A już to, co zrobił Magiera w „Halo Ziemia”, wplatając motyw melodyczny z „Macareny”, to chyba jednak przekroczenie granicy dobrego smaku.
Jeśli cały czas miałem wątpliwości, co artysta chce nam przekazać, to pod koniec albumu już wszystko wiem, kiedy usłyszy „Niech żyje rap”. Przepraszam, ale to nie jest hip-hop trzeciej dekady XXI wieku.
5/10








