Skip to content
26 Kwi / Wojtek

Fryderyk 2015 – nuda czy tradycja?

O tym, że instytucja nagrody pt. Fryderyk nieco się już przejadła powiedziano dotychczas tak dużo, że nie ma sensu dokładać swoich 5 groszy. Mimo wszystko jednak cieszę się, że nagroda ciągle utrzymuje się na powierzchni, bo to w dłuższej perspektywie może przynieść owoce. A zdrugiej strony – przy tej okazji zawsze dowiadujemy się jakie są trendy rynkowe i co się komu „podoba” :mrgreen:

Tegoroczna gala rozdania Fryderyków była tak nieudana, że szkoda jeszcze bardziej ją pogrążać. Skupmy się więc na tym co interesujące.

Cieszę się, że w ubiegłym roku odrodziła sie na dobre Natalia Przybysz. 2 statuetki dla niej to dowód wielkiego, nieco roztrwoninego talentu. Jednak okazuje się, że nie wszystko jeszcze stracone. 😉 I pewnie odzywają się tutaj tęstnoty za jej nieodżałowanym zespołem. Sistatrs, mimo swojego krótkiego życia, włynął na naszą muzykę i na nasze jej postrzeganie. Brawo 😆

Ciekawie wyglądały nominacje na piosenki i klipy roku. To pokazało, że głównym autorem sukcesu jest wytwórnia, która decyduje o kolejności promowania swoich gwiazd. Najlepszym przykładem jest Artur Rojek, którego świetna „Beksa” bratobójczo konkurowała z piosenką, której nie jestem w stanie słuchać („Syreny). Zagadaka jest prosta – oba utwory były singlami promującymi płytę, na której można znaleźć kilka lepszych piosenek niż „Syreny”. Po prostu ktoś kiedyś zdecydował, że te 2 piosenki będą bardziej popularne od pozostałych, i koniec.

Największą sensacją wieczoru była kategoria debiutantów. Do dziś nie mogę pojąć, jak w gronie kilku ciekawych wykonawców znalazł się  muzycznie  nijaki Grzegorz Hyży. Przecież na tle wszystkich nominowanych, nowoczesnych i poszukujących artystów, ten facet wyglądał jak z zupełnie innej bajki. Przyzwyczaiłem się, że tego typu „gwiazdy” brylują w konkursach Eski, ale tutaj? To było niewiarygodne, ale to nie wina samego wykonawcy, tylko wytwórni która go wytypowała. Na szczęście w tej kategorii wygrał świetny duet The Dumplings. Tak, do takich młodych ludzi z wyobraźnią należy muzyczny świat. 🙂

Zaprezentowane przy okazji „gali” występy sceniczne były na ogół słabe i takie trochę na siłę. Jedyne wykonanie, które swoją klasą dosięgnęło prestiżu imprezy, to połączone siły Adama Bałdycha i Marcin Wasilewski Trio. Ten występ zawdzięczamy przywróceniu kategorii jazzowej do głównej imprezy Fryderyków. I bardzo dobrze, bo właśnie muzycy tej dyscypliny uratowali cały, nie do końca udany koncert. Pomijam już taki drobiażdżek, jak znaczenie poskiego jazzu w muzyce światowej, w porównaniu z naszą tzw. muzyką rozrywkową. No coż, czasami nawet ubogi krewny chce poczuć się jak panisko 😈

Zostaw komentarz

*

code