Skip to content
4 gru / admin

George Benson – „Weekend in London” [RECENZJA]

To płyta wyjątkowa, bo posłuchanie tego fenomenalnego muzyka w materiale koncertowym to wielka gratka. A jeśli do tego dołożymy fakt, że w ubiegłym roku, kiedy nagrywano ten materiał, artysta miał 76 lat, to ręce same składają się do oklasków. Bo tu zachwyca wszystko: forma Bensona, towarzyszący mu muzycy i jakość nagrania koncertu.

Swój pierwszy album artysta nagrał w 1964 roku! Było jeszcze 35 studyjnych i 5 koncertowych, a to przeniosło się na 10 nagród Grammy z kilku dziedzin: R&B, jazz, pop. I to zestawienie najwyraźniej pokazuje, że nazywanie go przez wielu specjalistów artystą jazzowym jest nietrafione. Zresztą jakie to ma znaczenie, skoro na muzyce George’a Bensona wychowała się rzesza muzyków.

Na płycie znajdują się głównie piosenki starsze – z 14 utworów aż 9 wydanych zostało w latach 1976-85. Najbardziej szkoda, że nie ma ani jednej z mojej ulubionej płyty „Interplaceable” z 2003 roku, ale pewnie takie było założenie, aby skupić się na tym najbardziej znanym i tradycyjnym repertuarze. Zresztą nie to jest tutaj najważniejsze, bo chodzi o wspaniałą energię całego zespołu.

Płyta pokazuje, jak można zrealizować profesjonalny koncert. I żałuję jedynie, że w Polsce nie mieliśmy takiej przyjemności, bo ten, na którym Benson zagrał kilkanaście lat temu w Warszawie niestety nie był tak imponujący.

9/10

 

 

Zostaw komentarz

*

code