Skip to content
11 wrz / admin

Gregory Porter każe nam słuchać na stojąco „All Rise”. Słusznie. [RECENZJA]

Gregory Porter dziś uchodzi za objawienie. I na pewno na to zasłużył, bo każda jego płyta jest sporym wydarzeniem. „All Rise” to w wersji Deluxe aż 16 utworów. Jest elegancko, różnorodnie, bogato muzycznie i bardzo atrakcyjnie.

Artysta jest autorem całego materiału, w ten sposób Porter mógł nam pokazać co tak naprawdę gra mu w duszy. Utwory reprezentują różne klimaty. Momentami jest energicznie, jak w otwierającym album „Concorde” i ostatnim „Revival”. W środku słyszymy różne klimaty. Jest piękna ballada „If Love Is Overrated”, trochę w stylu charakterystycznym dla Franka Sinatry, jest równie elegancko i dostojnie. Ale nie, Porter śpiewa jednak lepiej, jest tu więcej powietrza i finezji wykonawczej. Jest też „Faith In Love” świetnie nadający się na parkiet dla melomanów 40+ – niby nic odkrywczego, a jednak fajnie się tego słucha. Jest też tęsknota za klimatami Nat King Cole’a w piosence „Modern Day Apprentice” – to zapewne efekt dłuższego romansu Portera z tą muzyczną legendą i jego poprzednim albumem z utworami Cole’a. Piosenka kojarzy mi się ze starymi amerykańskimi westernami.  Jest też nieco prowokacyjny „You Can Join My Band”, jakby artysta dawał nam do zrozumienia, że my także możemy z nim zagrać.

Ozdobą albumu są opracowania wszystkich piosenek, a to zasługa producenta, świetnego Troya Millera, który tutaj stworzył wszystkie aranżacje, udziela się także wyrywkowo na fortepianie i perkusji. Każda piosenka jest bardzo starannie i pomysłowo  opracowana, a przy tym świetnie zagrana. Uwagę zwraca np. „Real Truth” z ciekawą linią melodyczną. Ale takich piosenek jest tutaj więcej.

Spośród kilku ostatnich albumów artysty, „All Rise” jest dla mnie najciekawszy. Na pewno możemy mówić o wybitnym wokaliście, który znakomicie podąża drogą wielkich wokalistów XX wieku. Ciągle mam jednak wątpliwości, kim tak naprawdę jest Gregory Porter. Bo niby wokalista jazzowy, z nagrodami Grammy w tej właśnie kategorii, ale odnoszę wrażenie, że artysta ciągle szuka swojego miejsca. Dla mnie jego śpiewanie na pewno jazzowe nie jest, a jego ciągoty do muzyki z minionych epok są bardzo wyraźne. Czy takie zamknięcie się na to, co już było, to wystarczający wyróżnik? Dla mnie niestety nie. Jednak, za każdym razem, kiedy zapowiedziany jest nowy album, czekam na niego jaka dziecko na Święta Bożego Narodzenia.

9/10

 

Zostaw komentarz

*

code