Skip to content
18 październik / Wojtek

Herb Alpert – „Over the Rainbow” [RECENZJA]

Herb Alpert skończył w tym roku 84 lata! Jego talent znamy od wielu lat, bo to znakomity trębacz, ale też człowiek orkiestra: autor piosenek, kompozytor, aranżer, wokalista, producent muzyczny, dodatkowo jeszcze malarz i rzeźbiarz. I nagle ten uznany artysta wydaje swoją płytę nr 54!

Można się spodziewać, że Alpert chciał się po prostu przypomnieć słuchaczom. Być może, bo płyta tak mniej więcej brzmi. Jednak, jeśli tak było, to na pewno nie chodziło o korzyści finansowe, lecz raczej silną potrzebę grania i występowania. Bo przecież Herb Alpert jest trzecią najbogatszą osobą świata muzyki (przed nim są: Anrew Lloyd Webber i Paul McCartney). Ten zasłużony muzyk nazywany jest królem stylu ameriachi, czyli nurtu nawiązującego do muzyki meksykańskiej. 

Na swoją najnowszą płytę Alpert wybrał 12 bardzo znanych, oczywistych coverów. I tak też je zagrał – z właściwą sobie klasą, ale ani nowocześnie, ani szczególnie kreatywnie. Po prostu rzetelna, rzemieślnicza robota. W efekcie powstała przyzwoita muzyka, która raczej nie zaskakuje i nie straszy. Jednym słowem – muzyka do eleganckiego butiku. Znajdziemy tu więc same ponadczasowe hity. Obok tytułowego "Over the Rainbow" słyszymy: "Ain't no Sunshine", "Fantasy", "Copacabana", "You Are so Beautyful", "Always on my Mind" i "What a Wonderful World". W niektórych utworach, zapewne dla ich uatrakcyjnienia, dodano krótkie fragmenty wokalne. Największe wrażenie na mnie robi "All Love", prawdopodobnie dlatego, że to jedyny utwór z płyty, którego wcześniej nie znałem. 

Płyty na pewno warto posłuchać, zwłaszcza np. w podróży, bo to muzyka miła i relaksująca. Jeśli jednak ktoś będzie szukał czegoś głębszego, to tutaj raczej nie znajdzie.

8/10

Zostaw komentarz

*

code