Skip to content
6 lis / Wojtek

Ile talentu jest w „Mam Talent”?

Tegorocznego programu „Mam Talent” zmierzałem nie komentować, bo wydawało mi się, że jego czasy świetności w zakresie muzyki już się skończyły. Jednak coraz częściej zaczynam być męczony o opinię w tej sprawie, bo podobno sporo się w tym show dzieje. Więc niejako z obowiązku nadrobiłem zaległości. 🙄 Oczywiście zajmę się tylko produkcjami muzycznymi.

W pierwszym odcinku na żywo było kilka propozycji muzycznych, ale nie było tak interesująco jak mi relacjonowano. Rozpoczęło się nieźle. Marek Piowczyk Trio to ciekawa propozycja. Takie granie, którego nawet nie chce się definiować, to dla mnie największa przyjemność. Słuchając tego zespołu byłem zły, że zgłosili się do tego akurat programu, bo tu bardzo trudno jest się przebić nawet dobremu zespołowi.

http://mamtalent.tvn.pl/wideo,1912,v/luzna-guma-i-trzej-pancerni,953834.html

Sztewite Sound, czyli występ trzech beat-boxerów mógł być bardzo ciekawą propozycją. Jednak nie był. Panowie nie mogli się zdecydować kim są. Zaczęli wchodzić na bardzo cienki lód – ich próbki wokalne były kiepskie. Ostatni muzyczny uczestnik tego odcinka miał zachwycić. Bo przecież we wcześniejszych edycjach każde pojawienie się śpiewającego dziecka było równoznaczne z niczym nie uzasadnionym zachwytem widowni i jurorów. Kuba Anusiewicz był tu klasyką gatunku – nastolatek śpiewający obowiązkowy repertuar dziecięcy, czyli piosenkę Niemena. Jego występ był w każdym detalu przygotowany przez fachowca – frazowanie z bardzo przemyślanym akcentowaniem,  dobra dykcja i emisja. Oczywiście także sam dobór repertuaru. Tylko co ma z tego wynikać? Kolejna śpiewająca głowa 😥 A ludzie głosowali jak zwykle, ale na szczęście jurorzy nie dali się nabrać, więc do finału Kuby nie zaproszono.

W drugim odcinku było podobnie. Kapela The Toobes była niezła, ale nie aż tak zachwycająca jak na castingu. Zresztą nie od dziś wiadomo, że „Mam Talent”, to nie jest najlepsze miejsce dla zespołów muzycznych, czyli powtórzył się pech trio z pierwszego półfinału. Diana John, mimo ogólnego zachwytu mnie nawet nie jest w stanie nawet na chwilę zainteresować. Znacznie bardziej podobał mi się Wojciech Schmach.  Może jego wykonanie nie było szczególnie nowatorskie, jednak nawet w tak wyświechtanym numerze wokalista pokazał niezłą wrażliwość. No było trochę samodzielności.

To prawda, że występ Wojtka nie był znakomity, jednak dużo ciekawszy niż propozycja Diany. Paradoksalnie to właśnie ona została wskazana przez widownię jako kandydatka do finału. Na szczęście i tym razem jurorzy zachowali zimną krew 🙂 I to jest chyba największa różnica tej edycji programu. W poprzednich sezonach, w analogicznych sytuacjach, do finału wchodzili wokaliści. To odbywało się niemalże z klucza. Tymczasem teraz, w dwóch półfinałowych odcinkach nie przepuszczono żadnego muzyka. I to jak na razie największa sensacja!!! Oby tak dalej 😉

Zostaw komentarz

*

code