Skip to content
27 wrz / Wojtek

Jack Garratt – „Pillars” [RECENZJA]

Artysta zdążył nas już przyzwyczaić, że nad albumami pracuje długo, bo od poprzedniego minęło 5 lat. Podobnie jest z podgrzewaniem temperatury – za każdym razem dużo wcześniej pojawiają się single, które sprawiają, że na album czeka się jak na Boże Narodzenie. I teraz mamy „Pillars”, album zaskakujący rozwiązaniami stylistycznymi i umiejętnością poruszania się w najnowszych rozwiązaniach producenckich.

Pięknie się zaczyna. „Manifest / It’ll All Be” to połączenie prostej, jakby zaśpiewanej w domu, albo przy ognisku piosenki z kilkoma aranżacyjnymi smaczkami w środkowej części. Już wiemy, że będzie nowocześnie i różnorodnie. Bo już za chwilę znany z singla, taneczny ”Ready! Steady! Go!”. Później jest energetycznie, momentami nostalgicznie, jak w mojej ulubionej „Love Myself Again”, gdzie, podobnie jak w pierwszej piosence przeplatają się klimaty nostalgiczne, z tymi bardziej śmiałymi. Widać, że produkcyjnie tu wykonano sporą pracę.

Pod koniec albumu dwa bardzo nowoczesne, śmiałe utwory: „Flower Girl Confetti, Hopeful Fidelity Lasts” i znany wcześniej „Higher”. A na zakończenie, na zasadzie klamry, skromny, znowu jakby wykonany w domu „Big of Me (Flight the Bee)”. I na tym właśnie polega klasa artysty – duża wyobraźnia i odwaga, aby czasami niepozorne piosenki zagrać bez kompleksów, na miarę trzeciej dekady XXI wieku!

10/10
Zostaw komentarz