Skip to content
12 Sie / Wojtek

James Taylor – „Covers” [RECENZJA]

James Taylor jest od dawna moim  guru klimatu i muzykalności. Dziś sięgam po jego album „Covers” z 2008 roku. Ta płyta interesuje mnie szczególnie, bo zawiera wyłącznie opracowania znanych piosenek, a to jak wiadomo dyscyplina zarezerwowana dla najlepszych. Oczywiście mam na myśli wykonania twórcze, bo kopiowanie jest raczej rzemiosłem niż sztuką.

Taylor znany jest z interpretacji obcego repertuaru,

bo chociażby jego wersje piosenek Carole King są do dziś kanonem stylu. Ale przecież ten artysta znany jest również z piosenek autorskich z moją ulubioną „I Don’t Want To Be Lonely Tonight”. Jednak najważniejsze jest, że w jego wykonaniu każda piosenka, niezależnie czy autorska czy obca, brzmi tak indywidualnie  i charakterystycznie, że nie można mieć wątpliwości, kto ją wykonuje.

Płyta „Covers” to 14 utworów reprezentujących różne stylistyki.

Znajdziemy tu piosenki z musicalu („Oh, What a Beautiful Morning”), utwory country („Wichita Lineman”, "Whay Baby Why”, „Seminole Wind”), a także reprezentujące soul i R&B („Sadie”, „On Broadway”, „Knock on Wood”).  Wszystkie te piosenki ułożone są blokami stylistycznymi, tworząc logiczną opowieść. Mnie najbardziej przekonują „It’s Growing” z repertuaru The Temptation i „Shiver Me Timber” Toma Waitsa. Ciekawie też brzmi oklepana „Suzanne” Leonarda Cohena, tutaj zaśpiewana normalnie, bez zadęcia, dzięki czemu piosenka nabiera zupełnie innego kształtu.

Na pewno zwolennicy Taylora będą tu zadowoleni. Obawiam się jednak, że malkontenci uważający, że muzyka folk i country jest czymś gorszym, w tym przypadku jeszcze bardziej będą tego artystę kojarzyli z tą właśnie stylistyką. I pewnie będą mieli trochę racji – jeśli wcześniej Taylorowi udawało się uciekać z jednoznacznego zaszufladkowania stylistycznego, to na tej płycie jego ciągoty do muzyki folk są bardziej wyraźne.

Dla mnie nie ma to jednak większego znaczenia – dobra muzyka i mądre wykonania zawsze plasują się ponad wszelkimi podziałami. Zresztą osiągnięcia Taylora są tu bezdyskusyjne, bo wśród 5 nagród Grammy aż 4 przyznano w kategorii pop. Jednak najważniejszym był koncert podczas ceremonii rozdania Grammy w 2006 roku, podczas którego inni artyści wykonywali piosenki Taylora, opowiadając przy okazji jak wielki wpływ na ich rozwój artystyczny miała twórczość tego znakomitego muzyka. Wystarczy wspomnieć tylko niektóre nazwiska, jak chociażby: Paul Simon, Sting, Bruce Springstin, Carole King i India Arie. I to chyba najlepsza rekomendacja tej i każdej innej płyty artysty, który swoją pozycję w światowej muzyce przypieczętował w w 2000 roku, kiedy jego nazwisko wpisano na listę Rock and Roll Hall of Fame. Bo chyba nie można dyskutować z faktami – Taylor jest jednym z liderów najlepszej sprzedaży na świecie ze 100 milionami albumów.

Tak, takiej muzyki trzeba posłuchać, chociażby z szacunku dla wielkiego talentu.

9/10

 

 

Wichita

 

Hound Dog

 

 

 

 

Zostaw komentarz

*

code