Skip to content
10 kw. / Wojtek

Jan – Rapowanie & Nocny – „Plansze” [RECENZJA]

Już po pierwszym przesłuchaniu "Plansz" wiedziałem, że to płyta godna uwagi.  To ciekawe, że kiedy nie masz żadnych oczekiwań, kiedy jesteś przygotowany na to, że znowu usłyszysz rapera, któremu się wydaje, że ma coś interesującego do powiedzenia, nagle słyszysz coś zaskakująco zwykłego, prawdziwego i niewydumanego!  A może zadziałał tu tylko kontekst wydanych ostatnio albumów? Głównie chodzi mi o  uznanych raperów, dających sobie prawo do pilnowana czystości gatunku: Palucha ("Czerwony dywan") i O.S.T.R.a ("Instrukcja obsługi świrów). Na tle ich uzurpatorskich krzyków głos Jana – Rapowanie brzmi jeszcze bardziej szczerze. Słyszę także podobieństwo do innego młodego rapera, Bedoesa. No i proszę, okazuje się, że obaj artyści są w tej samej wytwórni. To chyba nie jest przypadek.

Człowiek, który ma zaledwie 21 lat, i który jest już tak dojrzały i odpowiedzialny, to coś!  Bo tu nie ma typowych dla młodych raperów klimatów: życia w dzielni, trudnego dzieciństwa, ustawek, balang i tego wszystkiego, co niektórzy uważają za koloryt życia. Oczywiście pojawia się temat imprezowania, okraszony obowiązkowymi przekleństwami, ale tutaj stanowi jedynie tło. Na pierwszym miejscu jest opowieść młodego człowieka, który wykorzystuje swoją szansę na życie z grania. Traktuje to jak zawód – racjonalnie i poważnie. I bardzo dobrze, bo umówmy się, że wzniośle o sztuce możemy mówić w przypadku L. Davinci lub J. S. Bacha. Zresztą nawet ci panowie wyjątkowo pragmatycznie podchodzili do swojego tworzenia, a że "przypadkowo" powstały wiekopomne dzieła, to już efekt niezwykłego talentu.

Duet Jana – Rapowanie z Nocnym to udana współpraca rozpoczęta rok wcześniej na debiutanckim albumie. Na przykładzie wielu artystów tego gatunku widać, że związanie się rapera z producentem muzyki na dłużej daje świetny efekt. Bo tu nie chodzi o dopasowanie bitów do tekstu, a wspólny flow. Na "Planszach" to porozumienie słychać bardzo dobrze – panowie wiedzą o co chodzi, wzajemnie się wspierają grając do tej samej bramki. Praca Nocnego to coś więcej niż produkcja podkładów. Mimo, że momentami jest nieco plastikowo, pojawiają się motywy, których nie lubię: tekst przepuszczony przez autonune, samplowane i przetworzone "nibysłowa" (to się pewnie jakoś nazywa?), to w całości jest bardzo interesująco.

Alnum zaczyna się bardzo dobrym "012", w którym dowiadujemy się o czym ta płyta będzie. Już tu słychać dobre zgranie tekstu z muzyką. Kończy sie jeszcze lepiej – utwór "Ludzie zdarzenia" jest tak znakomitym zwieńczeniem, że gdyby pojawił się wcześniej, mógłby brzmieć wręcz banalnie. I tu duże brawa dla twórców płyty, bo ułożenie jej dramaturgii jest ważnym elementem ostatecznego efektu. Bo takich utworów nieco infantylnych jest tu więcej, np. "Zaczekaj pod drzwiami", czy "Układanka". Wyjęcie ich z kontekstu na pewno zrobiłoby im krzywdę, jednak w całości brzmią całkiem przekonująco. Mnie najbardziej zainteresował "Millenium sport", to może być niezły radiowy przebój. A najwięcej radości daje mi "Chemia", rzecz poważna i o czymś, jednak wstęp ("bluza ujebana winem") za każdym razem wprowadza mnie w świetny nastrój.

To mój pierwszy kontakt z tym duetem. I dobrze, że chociaż teraz. Bo okazało się, że było warto! Przyciągnęła mnie jego wysoka pozycja na OLiSie, co oczywiście nic nie musiało oznaczać, bo na tej liście wyników sprzedaży  często pojawiają się albumy jeszcze przed premierą, więc w ciemno. A potem, kiedy płyta już jest w sprzedaży, nagle szybko z tej listy spada i świat o niej kompletnie zapomina. Jestem przekonany, że "Planszom" to nie grozi:-)

8/10

 

 

 

 

Zostaw komentarz

*

code