Skip to content
22 sty / admin

Jednak Dulska miała rację – nie wynoś brudów z domu. 2115, „Rodzinny Biznes” [RECENZJA]

To jakby słuchowisko, dlatego takie długie. Pewnie gdyby wszystko nieco skrócić, to artystycznie nic by nie ucierpiało, ale pewnie wtedy zniknąłby sens. Bo, paradoksalnie, mimo długiej listy zarzutów, ten album mnie zainteresował. Sporo tu wariactwa i rzeczy niepotrzebnych, jednak jako świadectwo jakieś wspólnoty jest nieźle poukładane. Problem jednak w tym, że nie każde zdjęcie rodziny powinno się pokazywać.

Główni aktorzy tego spektaklu to White 2115 i mój ulubiony Bedoes – to właściwie on przyciągnął mnie do krążka. Utwory rapowane i śpiewane przeplatane są mówionymi skitami – kiedy słucha się po raz pierwszy, jakoś to się wszystko układa, ani dobrze, ani źle, ale można wytrzymać. Kiedy jednak posłuchamy całego materiału bardziej uważnie, to wychodzą przeróżne niespodzianki. Na klasę każdego kolejnego utworu największy wpływ mają zaproszeni goście. Jest ich wyjątkowo dużo  – robi się tłoczno i nijako, a i tak rękę na pulsie trzymają artyści spod znaku firmowego 2115.

Na początku jakoś to się wszystko trzyma, ale już „Walizki” sygnalizują, że wchodzimy w jakieś dziwne obszary. Podobnie w „Dresscode”, na szczęście tu bezpiecznikiem poziomu jest Taco Hemingway, wiadomo, ten facet zawsze umiał się zachować. Ale kiedy pojawia się ‘”Kafa Leyla”, to mamy wrażenie, że ktoś tu pobłądził, a może to polska wersja zagranicznego przeboju? I w następnym utworze („Catalina”) potwierdza się, że artystów ciągnie do muzyki biesiadnej. W „Glow up” nikt już nie udaje, to klasyczny badziew, a później jeszcze prymitywna „Bedoesiara”, prostackie muzycznie „Turysta” i „Strobo”, albo brzmiący jak hymn ultrasów „Ninja”. Czyżby syndrom słomy w butach?

I tak już jest do końca. Czasami pojawia się coś nieco lepszego, ale nadal jest dziwnie. Honoru albumu bronią „Białasy”, zwłaszcza poprzedzający je skit. To jedyny chyba dowcipny przerywnik, pozostałe, mówione, to klimaty rodem z dobranocki dla dzieci. Ale nawet one dla dzieci się nie nadają. Bo ten cały album jest jak dobrze uszyty garnitur, któremu ktoś na koniec podokładał niepotrzebne ozdoby i tanie błyskotki. I do tego artyści się w końcu przyznają w przedostatnim utworze: „te diamenty to jest ozdoba”.

5/10

Zostaw komentarz

*

code