Skip to content
30 wrz / admin

John Legend – „LEGEND” [RECENZJA]

Na tego pana zawsze można liczyć. Tym razem John Legend się nie szczypał i nagrał bardzo długi materiał. I to jaki! W 24 utworach i ponad 80 minutach muzyki jedna świetna piosenka goni następną, równie atrakcyjną. Od tego dobrobytu może zakręcić się w głowie. Ale także od znakomitych gości. Rarytas!

Legend to artysta wyjątkowy, umiejący napisać i opracować, a potem jeszcze świetnie wykonać piosenkę w niemalże każdym gatunku. Dlatego ta płyta jest nieco inna, trudna do stylistycznego zdefiniowania. Penie dlatego artysta podzielił materiał na dwa krążki. W pierwszym 12 piosenek bardziej rozrywkowych, radiowych. Można nawet odnieść wrażenie, że artystę ciągnie do popu. Tutaj takie przeboje jak: „Waterslide”, „All She Wnaata Do”, czy „Dope”, albo stylizowany na lata 70. „Gay Like Me”. W drugim jest spokojniej i bardziej osobiście. Zaczyna się piękną, dobrze zagraną piosenką „Memories”. Potem jest świetna „The Rother”, a kończy bardzo osobistymi balladami: „I Don’t Love Like I Used To” i „Home”.

Legend zadbał, aby żadnemu słuchaczowi się nie nudziło. Zaprosił wielu znakomitych gości reprezentujących nieco odmienne światy. Ale wszystkich zaproszonych artystów łączy jedno – wysoki poziom artyzmu. Wymieńmy więc wszystkich: Rick Ross, Free Nationals, Jhene Aiko, Ty Dolla $ign, Amber Mark, Jazzmine Sullivan, Saweetie, Muni Long, Rapsody, Ledisi, JID.

Ta płyta może być sporym zaskoczeniem, ale pewnie nie takie było założenie. Wydaje się, że artyście chodziło o pokazanie spektrum swoich umiejętności, ale też zainteresowań. Jakby nie umiał się zdecydować, w którą stronę chce podążać. A może chodziło o pokazanie muzycznemu światu, że Legend może współpracować niemalże z każdym? Być może, bo nawet jeśli nie do końca odpowiada nam komercyjny charakter niektórych piosenek, to jednak jest tak stylowo i profesjonalnie, że nie da się obok tego krążka przejść obojętnie.

10/10

 

 

Zostaw komentarz

*

code