Jon Batiste – „BIG MONEY” [RECENZJA]
Chyba artysta wyciągnął wnioski, bo poprzedni, godzinny album był zdecydowanie za długi, teraz jest o połowę krócej. I od razu lepiej, ale i tak nie można się oprzeć wrażeniu, że Jon Batiste wpadł w pułapkę – po ogromnym sukcesie „We Are” z 2021 roku, kiedy album zdominował wszystkie podsumowania i najważniejsze nagrody, w dwóch wydanych później krążkach artyście trudno zbliżyć się do tego poziomu.
W „BIG MONEY” artysta bawi się muzyką, to także udziela się gościom, a wśród nich są: Andra Day, Randy Newman i No ID. Można powiedzieć, że Batiste cały jest muzyką, jest radośnie i świeżo. Gatunki przenikają się, pojawia się nawet nieco w klimacie country „PINNACLE”. I może dlatego wyróżniają się utwory spokojniejsze, jak świetna ballada „DO IT ALL AGAIN”, albo wykonany tylko z fortepianem „MABY”.
„BIG MONEY” to kolejny autorski album artysty, który we współpracy z kilkoma osobami napisał i wyprodukował wszystkie piosenki. I to jest tutaj najważniejsze, bo nawet kiedy jakiś utwór nie jest zbyt atrakcyjny, czuje się silnie odciśnięte muzyczne DNA Jona Batiste.
9/10







