Skip to content
5 paź / admin

Karaś/Rogucki, „Czułe Kontyngenty” – oj, warto było czekać! [RECENZJA]

Po ich pierwszym wspólnym krążku zrobiło się głośno. I pewnie sami zainteresowani nieco mogli się zdziwić, bo okazało się, że to, co miało być jednorazowym eksperymentem, stało się artystycznym  sukcesem. Tradycyjna trasa koncertowa promująca album spotkała się z tak ogromnym zainteresowaniem, że panowie właściwie na nic więcej nie mieli czasu – liczne koncerty promowały duet, ale też zaowocowały bliższą relacją. I ten lepszy przelot to owoc w postaci „Czułych Kontyngentów”. Tak jak przy poprzednim albumie kręciłem nosem, to teraz jestem nawet zachwycony. Syndrom drugiego albumu w tym przypadku się nie sprawdził, a raczej wręcz potwierdził klasę. I pewnie spowoduje, że to nie będzie ostatni krążek tych artystów.

Słyszę wiele opinii, że głównym bohaterem albumu jest Kuba Karaś. I to chyba najbardziej krzywdzące, bo ten materiał w jego większej części jest tak spójny, że można jedynie bić brawa. Panowie reprezentujący inne pokolenia, a wcześniej także inne estetyki artystyczne, tutaj znaleźli wspólny mianownik. Teksty Roguckiego są wyraziste, takie zresztą jak jego interpretacje. Muzyka Karasia nie zawsze mi się podoba, bo elektronika stylizowana na końcowe lata XX wieku  nie jest moją bajką. Ale nawet moje upodobania nie mają tu nic do gadania – to jest bardzo solidna robota.

Ciekawe, że w całości płyta robi na mnie duże wrażenie, jednak kiedy osobno analizuję każdy utwór, to nagle odkrywam, że nie wszystko mi się podoba. To niewątpliwie zasługa konstrukcji albumu – materiał ułożony jest mądrze, z ciekawie rozpisaną dramaturgią.  Rozpoczyna się ciekawym „Carmex”, a kończy świetnym utworem tytułowym. I to mądra decyzja, aby nim właśnie zakończyć materiał. Oczywiście  można było pójść klasycznie i od tej piosenki zacząć, ale wtedy uciekłaby cała magia tak dobrze tutaj zbudowana. W środku jest różnie – utwory interesujące sąsiadują z przeciętnymi. Szkoda, że zaplątał się tutaj „Latem Pływam Nago w Czystej Wodzie”, zdecydowanie najsłabszy na płycie. Za to są bardzo dobre: „Brunatny”, „Zobacz Jak Się Ładnie Pali” i „Film”. Można odnieść wrażenie, że starano się, aby te utwory uatrakcyjnić, bo ich „radiowy” charakter jest zbyt dominujący. I szkoda, że tak mocno jest wyeksponowana elektronika, chyba jednak zbyt banalna. Za to ozdobą albumu jest „Marianna”, prawdziwa perełka. Również świetnie słucha się „Resztę Zostawmy Na Jutro”.

Ten album to dla mnie największa, obok krążka Tymka, niespodzianka tego roku. I takie niespodzianki lubię, zwłaszcza, kiedy wcześniejsze dokonania artystów mnie nie przekonywały. Tak, teraz mogę uwierzyć w zachwyty nad debiutanckim albumem tego duetu, być może go nie zrozumiałem. Za to teraz jestem bardzo usatysfakcjonowany!

8/10

Zostaw komentarz

*

code