Skip to content
24 wrz. / admin

Kartky – „Outside of society” [RECENZJA]

Coś mi się wydaje, że Kartky porusza się po równi pochyłej. I to w dół niestety, bo każdy jego album jest coraz gorszy. A zaczęło się tak dobrze – mój pierwszy kontakt z nim, „Dom na skraju niczego”, wprowadził mnie w zachwyt. Teraz, po wysłuchaniu 2 kolejnych krążków odnoszę wrażenie, że artysta zjada własny ogon.

Na „Oustide of society” podoba mi się jedynie głos artysty, jego dolne rejestry ciągle są wyróżnikiem i znakiem rozpoznawczym. Zwłaszcza na tle piszczących i nijakich głosów wielu polskich raperów. Niestety artysta strzela sobie w stopę zapraszając kilku gości, którzy swoim nijakim głosem zabijają cały efekt. Szkoda, że udział Olivera Olsona zniszczył to, co mogło być interesującego w „Ostatnim tracku”. A już kompletnie nie rozumiem po jaką cholerę zaproszono Deysa, bo dzięki niemu „Gorzkich snów” jest koszmarem.

„Bajki robotów” to jeden z nielicznych utworów, których słucha się z przyjemnością. Ale dla odmiany  jest „Hialuron”, utwór o którym szybko trzeba zapomnieć. Czyżby wypadek przy pracy? Być może, ale jeśli tak, to nie wiadomo jedynie, której z tych piosenek ten wypadek dotyczy.

Już wcześniej Kartky pokazywał swoje ciągoty do śpiewania. Teraz jeszcze bardziej. I szkoda, bo na „Outside of society” królują prymitywne melodie i teksty o niczym. Mimo wielokrotnego wysłuchania, nadal nie wiem o czym  jest ta płyta. A szkoda, bo producenci, zwłaszcza Leśny i Druid   zrobili niezłą robotę. Mogło być nieźle, a wyszło przeciętnie. Bo słuchanie tego albumu nie boli, ale do zachwytu bardzo daleko.

6/10

Zostaw komentarz

*

code