Skip to content
2 mar / Wojtek

Kenny Barron- „Songbook” [RECENZJA]

Kenny Barron, pianista i kompozytor, uważany jest dziś za jednego z najbardziej wpływowych muzyków jazzowych od czasów bebopu. Uczestniczył w nagraniach niezliczonej liczby albumów wielu artystów, a swoich, pod własnym nazwiskiem nagrał – uwaga – 55!. Teraz, jako nr 56 artysta wydał album z piosenkami, przynajmniej tak informuje tytuł wydawnictwa, ale nie dajmy się nabrać.

Realizując ten album Barron miał 82 lata. Album na pewno wyjątkowy, bo wszystkie wcześniejsze są głównie instrumentalne. Na tę płytę zebrał swoje wcześniejsze kompozycje, którym dał drugie życie w postaci piosenki, a do wykonania ich wybrał śmietankę wokalistów jazzowych. Są tu same znakomitości. Z jednej strony uznani, obsypani zaszczytami artyści: Jean Baylor, Ann Callaway, Catherine Russell, Kurt Elling i Kavita Shah. Obok nich artyści zaczynający swoją karierę: Ekep Nkwelle i Tyreek McDole. Pomiędzy tymi dwiema grupami, jakby łącznik pokoleniowy – Cecile McLorrin Salvant, artystka 36-letnia, ale już tak mocno rozpoznawalna w świecie jazzu, że nic dziwnego, że jej wykonania także tutaj są wybitne, w tym moja ulubiona piosenka „Song for Abdullah”.

Kiedy słucha się tych piosenek, to w każdej z nich słychać olbrzymie zaangażowanie, ale nie ma się co dziwić, bo większość utworów to arcydzieła. Spodziewam się, że zaproszeni wokaliści uczestniczyli w czymś magicznym. Pewnie na takie propozycje można powiedzieć, że takiemu kompozytorowi się nie odmawia, ale tu chyba trafniejsze będzie: na takie propozycje czeka się całe życie.

10/10  
Zostaw komentarz