Skip to content
31 paź / Wojtek

Kevin Ross – „LOVE UPTEMPO: MAX” [RECENZJA]

To artysta, którego każdy nowy krążek jest dla mnie przyjemnością. Może chodzi o to, że Kevin Ross wydaje głównie krótkie EP-ki, więc po niewystarczającej długości zawsze pozostaje niedosyt. Najnowszy krążek też nie rozpieszcza długością, bo to 29 minut, a dwa utwory są powtórzone. Ale tutaj zaskoczenie, bo słuchając tego materiału uczestniczymy w tylu ciekawych wydarzeniach, że można się zdziwić, że materiał jest stosunkowo krótki. I właśnie o to chodzi!

Kevin Ross stawia na klimaty radosne, czasami nawet niemal taneczne, ale te bardziej zmysłowe, jak nieco latynoski “Spin”. Cały czas jest atrakcyjnie, jednak ciągle powściągliwie, jakby artysta nie chciał za bardzo ingerować w naszą prywatność. Zwłaszcza podobają mi się “Check In” i “Love In The Middle”. Ta druga piosenka pod koniec albumu pojawia się jeszcze raz, tym razem w wersji koncertowej. Chyba trudno zdecydować, która z nich jest ciekawsza, pewnie artysta miał podobny problem.

Kevin Ross funkcjonuje na rynku głównie jako twórca repertuaru dla innych artystów, może właśnie dlatego nie ma dużo czasu na swoją karierę, i może stąd właśnie wydawanie EP-ek. Jedno jest jednak pewne – Kevin Ross dopracował się osobistego stylu, umie pisać i produkować dobry materiał, a sam, jako wokalista, radzi sobie doskonale. Można się jedynie zdziwić, że ciągle jest artystą mniej znanym, ale może to tylko kwestia czasu?

10/10  
Zostaw komentarz