Kosma Król & Kuba Więcek – „kino femina” [RECENZJA]
Kuba Więcek zdążył już nas przyzwyczaić, że jeśli się za coś bierze, to nie ma lipy. Zaczynał jako muzyk jazzowy, ale bardzo szybko zaczął szukać dla siebie nowych przestrzeni, a od pewnego czasu coraz częściej pojawia się na scenie hip-hopowej. I pewnie gdyby nie jego obecność, to prawdopodobnie nie odkryłbym albumu „kino femina”.
Od pierwszego usłyszenia tego krążka podobała mi się świeżość tego materiału. Początkowo myślałem, że Kosma Król to początkujący raper, a tu niespodzianka, bo „kino femina” to jego trzeci album. Mamy więc do czynienia z artystą doświadczonym, ale jeszcze bardzo młodym, bo 22-letnim, a to w połączeniu ze znakomitą, nowoczesną muzyką dało świetny efekt.
8 utworów, zaledwie 19 minut, ale wszystko tu jest. Czasami mądrze, czasami dowcipnie, gdzieniegdzie jakieś wulgaryzmy, ale w całości dostajemy materiał przemyślany i kompletny. Fajnie robi się, w utworach, w których raper śpiewa, jak w „pit stop”, albo „patronus gekon”, jakby chciał samemu sobie udowodnić, że jego obawy z jednego z wywiadów, że jest za mało hip-hopowy, są już zeszłorocznym śniegiem.
8/10








