Koza & Kuba Więcek – „Człowiek zwany ciszą” [RECENZJA]
Poprzedni album tych artystów zwracał uwagę. Głównie muzyką. Można nawet powiedzieć, że Kuba Więcek ma wyjątkową umiejętność – swoim dotykiem sprawia, że nagrywający z nim mało doświadczony raper przekracza bramę artystycznej dojrzałości. Rok temu panowie nagrali ciekawy album, ale teraz Koza, jako naturalny frontman, bierze na siebie dużo więcej odpowiedzialności.
W albumie „Człowiek zwany ciszą” Koza to bardziej świadomy artysta. Teraz nareszcie słychać, o co raperowi chodzi. Tak, szkoda byłoby nie usłyszeć tych tekstów, chociaż i tak uważam, że można je było nieco bardziej “wyciągnąć”, bo są tego warte. Już początek – “WYSOKI SĄD” – pokazuje, że słuchamy bardzo interesującego, osobistego materiału. Później jeszcze “SNY” i “PARĘ SPRAW”, a na koniec “EXCALIBUR”. Największe wrażenie robi na mnie “PALIKOT” – tu mądry tekst i znakomita, ale taka z gatunku trudnych, muzyka – rzadko coś takiego słyszymy w hip hopie.
Jak zwykle imponuje muzyka Kuby Więcka, słychać dobry przelot między artystami, chociaż Koza jeszcze nie bardzo sobie radzi z melodią. Jego próby, takie jak choćby „OBIETNICE” i „WYBORY” to jeszcze nie to, co pewnie można by z tą muzyką zrobić, ale jest już jakiś początek.
Słuchając kolejnej udanej współpracy Kuby Więcka z polskim raperem zastanawiam się, jaki wpływ mieli obaj na siebie. Niedawno pisałem o świetnym albumie z debiutującym Kosmą Królem, ale lista artystów, z którymi nagrywał jest długa i zaskakująca, bo są tu osoby z różnych światów, jak choćby: Natalia Przybysz, Quebonafide i Ten Typ Mes. Można tylko pogratulować kompozytorowi, że umie dobrać współpracowników, a ci z kolei dają radę, aby wznieść się na jego poziom.
8/10








