Lalah Hathaway – „WANTABLACK: EXPANSION PACK” [RECENZJA]
Nominowany do nagrody Grammy album „WANTABLACK” zainteresował mnie swoją nowoczesnością i odwagą. Niestety artystka musiała się zadowolić „jedynie” nominacją, ale przy tak silnej konkurencji to żadna ujma. Co prawda wygrana Chrisa Browna nieco mnie zaskoczyła, ale nie ma co rozpaczać, to nie pierwszy, i na pewno nie ostatni taki przypadek. I pewnie Lalah Hathaway też się tym specjalnie nie przejęła, bo w swoim najnowszym krążku pokazuje, że jej utwory mogą być wykonane inaczej, nowocześniej, ale bardziej w formach eksperymentalnych, mniej komercyjnych.
Pomysł na ten album jest pozornie prosty, bo remixy do znanych utworów to nic nowego, ale inicjowanie ich przez pierwotnego wykonawcę, to coś już nie tak oczywistego. Podziwiać można producentów, którzy podjęli to wyzwanie, bo chyba nie łatwo jest zrobić coś ciekawego z materiału doskonałego. Wśród 17 utworów 14 to remixy właśnie, do tego jeszcze dwie piosenki nowe. Artystka w jednym z wywiadów mówi o remixach jako czymś oczywistym jako część artystycznych poszukiwań, a w tym projekcie był to pretekst do przedefiniowania emocji i kontekstów.
Kiedy rok temu słuchałem albumu „WANTABLACK” czułem, że biorę udział w czymś odważnym i nowoczesnym. Teraz, kiedy jest jeszcze śmielej, mam wrażenie, jakby artystka chciała nam powiedzieć: „sky is a limit”.
10/10








