Skip to content
4 mar / Wojtek

„Let It Be”

Dziś kolejna wielka piosenka legendarnego The Beatles. Jej 20. miejsce na liście wszechczasów magazynu Rolling Stone jest chyba najlepszą recenzją klasy utworu. Zresztą zespół wprowadził na wspomnianą listę największą liczbę przebojów, co tylko potwierdza, że bez The Beatles dzisiejszy świat muzyczny nie byłby taki sam.

„Let It Be” to autorska piosenka Paula McCartney’a   z wydanego w 1970 roku albumu o tym samym tytule. Płyta okazała się ostatnią studyjną w dorobku zespołu – krótko po jej nagraniu McCartney oficjalnie ogłosił, że opuszcza zespół.

Piosenka po raz pierwszy została nagrana na początku 1969 roku na potrzeby filmu „Let It Be”. Obraz nigdy się nie ukazał, a premiera singla nastąpiła dopiero w marcu 1970. Zanim to się jednak wydarzyło, kilka miesięcy wcześniej piosenkę nagrała Aretha Franklin. Fakt wcześniejszego nagrywania przez innego artystę utworu, który ma duże prawdopodobieństwo bycia światowym hitem, może jedynie świadczyć, że w zespole zaczęły się jakieś problemy. Niebawem wszystko stało się jasne. Odejście Paula McCartneya z zespołu to jego jednoczesny rozpad.

Gdy nadchodzi dla mnie czas kłopotów,
Przychodzi do mnie Matka Maria.
Mówiąc słowa mądrości: niech tak będzie.
I w mojej czarnej godzinie,
Ona stoi tuż przede mną
Mówiąc słowa mądrości: niech tak będzie.
Niech tak będzie, (x4)
Szepcze słowa mądrości: niech tak będzie.

A gdy ludzie o złamanych sercach
Żyją na świecie w zgodzie
Tam odpowiedzią jest: niech tak będzie.
Bo chociaż może są podzieleni,
Wciąż jest szansa, że zrozumieją
Tam odpowiedzią jest: niech tak będzie.
Niech tak będzie, (x4)
Tam odpowiedzią jest: niech tak będzie.
Niech tak będzie, (x4)
Szepcząc słowa mądrości: niech tak będzie.

Niech tak będzie, (x4)
Szepcząc słowa mądrości: niech tak będzie.

I gdy noc jest pochmurna,
Wciąż oświetla mnie blask,
Niech lśni aż do jutra, niech tak będzie.
Budzę się na dźwięk muzyki,
Matka Maria przychodzi do mnie,
Mówiąc słowa mądrości: niech tak będzie.
Niech tak będzie, niech tak będzie, tak, niech tak będzie
Nie będzie już nieszczęść, niech tak się stanie
Niech tak będzie, niech tak będzie, tak, niech tak będzie
Nie będzie już nieszczęść, niech tak się stanie
Niech tak będzie, niech tak będzie, tak, niech tak będzie
Szepcząc słowa mądrości: niech tak będzie.

Przeglądając najlepsze wykonania innych muzyków, trzeba z przykrością zauważyć, że jest ich stosunkowo mało. Nie ma tu sytuacji, kiedy powstaje kilka setek nowych wersji –  jest ich znacznie mniej, a propozycji interesujących artystycznie zaledwie kilka. Ten przegląd zaczniemy od etatowego w przypadku piosenek The Beatles filmu „Across the Universe”. Im częściej oglądam ten film, tym bardziej dochodzę do wniosku, że to wielki hołd złożony wspaniałym muzykom z Liverpool. Tutaj każde wykonanie piosenki jest osobnym arcydziełem. W dodatku utwory ułożone są w takiej kolejności i kontekście, że tworzą ciekawą historię. Najważniejsze jest jednak odkrycie, że piosenki, które wcześniej były dla nas głównie rozrywkowe, teraz otrzymują nowy, dużo głębszy sens.

Nowe kolory tego przeboju można usłyszeć głównie w nagraniach  dwóch panów. Bill Withers zrobił wersję bardzo amerykańską, mocno stylistycznie osadzoną w latach 70. Artysta nieco uciekł od oryginalnej melodii, jednak akurat tutaj nie jest to zbrodnią, bo w całości chodzi o coś ważniejszego – pokazanie innej twarzy wielkiego przeboju. Ta wersja powstała krótko po światowej premierze piosenki, co czyni ją jeszcze ciekawszą – w momencie kiedy cały świat upaja się nowym hitem, innym muzyk potrafi wydobyć z utworu zupełnie nowe wartości.

Joe Cocker, który już kilka razy udowodnił, że z równym pietyzmem podchodził do repertuaru autorskiego jak do coverów,  we właściwym sobie stylu pokazuje cały ból i dramaturgiczną głębię piosenki. Jego wersja jest dziś wzorcem dla wielu młodych wykonawców.

Na zakończenie 2 nagrania eksperymentalne. Lessley Garrett nagrała bardzo ciekawą wersję, aczkolwiek raczej dla bardzo wybranej publiczności. Tutaj, nie dość że artystka używa głosu operowego, całe wykonanie ubrano w stylizację z minionych epok muzycznych. Dodatkowego uroku całemu nagraniu dodaje akompaniament nawiązujący do zdobyczy polifonii. Ten niezwykle ciekawy eksperyment to także duża  sztuka śpiewania z podkładem kontrapunktycznym – partie fortepianu bardzo ruchliwe melodycznie z rozdrobnionym rytmem, są w opozycji do kantylenowej, opartej na długich frazach partii wokalnej.

Dyme Def na bazie „Let It Be” wykonuje zupełnie inny (i raczej o czym innym) utwór. Tylko na siłę można powiedzieć, ze wersja rapera jest tym samym, tylko bardziej nowoczesnym, utworem. Trudno jednoznacznie ocenić, czy takie podejście to wygoda (opieranie się na popularnej piosence), czy tylko chęć kultywowania naszego dziedzictwa? Niezależnie od odpowiedzi tę wersję warto poznać.

Dlaczego tak się dzieje, że jedne piosenki tego samego wykonawcy cieszą się dużym zainteresowaniem artystów, podczas gdy inne, równie atrakcyjne i popularne, tak mocno nie przyciągają? Nie ma chyba sensu się nad tym zastanawiać. Może jedynie warto się cieszyć, że niektóre piosenki The Beatles nie zostały zmasakrowane olbrzymią ilością miałkich i byle jakich wersji.

 

 

Zostaw komentarz

*

code