Skip to content
22 lut / admin

Margaret – „Maggie Vision” [RECENZJA]

Już w poprzednim albumie Margaret starała się zaistnieć w stylistyce R&B, co w połączeniu z próbą śpiewania zdecydowanie innego niż wcześniej repertuaru mogło nieco zdziwić. „Maggie Vision” to z kolei puszczenie oczka do miłośników hip hopu. Czyżby to miało znaczyć, że za chwilę będzie reggae albo heavy metal?

A mówiąc poważnie, po tytule albumu można odnieść wrażenie, że artystka chciała nam pokazać co jej w duszy gra. I po wysłuchaniu materiału można się zaniepokoić ogromnym bałaganem, bo jest tu tyle niekonsekwencji, że można się pogubić. Dobrze, że artystka zaprosiła rasowych raperów, bo ci wnieśli do płyty sporo powietrza. Young Igi, Kizo, Otsochodzi i Kukon nadali swoim udziałem czegoś rasowego – nawet w połączeniu z nie do końca prawdziwą kreacją Margaret całość brzmi nieźle. Jedynie Kara tutaj nie pasuje, w ogóle nie wiem, dlaczego tę panią często się ostatnio zaprasza. Na szczęście ze wspomnianymi panami jest dużo lepiej, i pewnie ich udział ośmielił Margaret . Różnica jest jednak taka, że przekleństwa w ustach raperów brzmią spójnie z całą artystyczną sylwetką, a kiedy przeklina Margaret, to robi się kabaretowo. No i jeszcze tautologia. W polski rap wpisane są takie sytuacje – w tekście: zadzwonił telefon, to w podkładzie: dźwięk dzwonka. Albo, w tekście: przejechała karetka, w podkładzie: stosowny dźwięk. I tą drogą idzie również Margaret. Tutaj, oprócz obowiązkowego dzwonka telefonu jest moje ulubione – w tekście: Magda Gessler, w tle: yummy.

Wracając do „gościnek” – są dwa dobre występy, ale chyba Margaret przedobrzyła, bo goście zdecydowania przyćmiewają bohaterkę pierwszego planu. Natalia Szroeder ciekawie zaznaczyła swoją obecność w „Sold Out”, a największe wrażenie zrobił na mnie STANISLAVV, czyli Stanisław Ślęzak. Na tego chłopaka zwróciłem już uwagę w The Voice of Poland, gdzie był pod skrzydłami Margaret właśnie. I fajnie, że artystka dała mu szansę, bo ich wspólna piosenka „Introwersje” jest dla mnie najciekawsza. Mam nadzieję, że tego chłopaka jeszcze nie raz usłyszymy.

W swoim ostatnim albumie Margaret ostrzegała, że jest „spoko ziomkiem”. I teraz jest konsekwentna, bo tak się rozbrykała repertuarowo, że nie wiadomo o co chodzi. Bo jeśli jeszcze jestem w stanie przełknąć dowcipnego, jednak chyba infantylnego „Reksia”, to kompletnie nie rozumiem „No future”. Czytałem gdzieś, że tym utworem artystka chciała zabrać głos na temat obecnej sytuacji w Polsce. Z jednej strony więc dowiadujemy się, „ja tutaj nie widzę jutra”, a za chwilę pada coś dziwnego: „moja Polska jest zmęczona rozkładaniem nóg”. Serio? Chyba tego nie zrozumiałem. A jeszcze za chwilę jest kropka nad „i”: „robię flaszkę na trzepaku”. No nie, tego nie da się słuchać.  Kiedy dołożymy jeszcze klika koszmarków, jak „Piniata” i „Antipop” , to wiemy już, że ta płyta jest dla specyficznego grona słuchaczy. Ja się do niego na pewno nie zapiszę.

5/10

Zostaw komentarz

*

code