Skip to content
31 sty / Wojtek

Mata – „100 dni do matury” [RECENZJA]

Było jak u Chitchcocka: zaczęło się od trzęsienia ziemi. Jego wydany pod koniec roku singiel "Patointeligencja" otworzył worek, albo jak niektórzy mówią: puszkę z Pandorą:-) Zaczęły się rozważania o treści utworu, jakbyśmy mieli do czynienia z filmem dokumentalnym. Ale do tego jeszcze wrócę.

"Patointeligencja" – i po co ta histeria?

Przy tej całej dyskusji nawet nie miałem ochoty słuchać utworu, bo wiedząc o co chodzi, traktowałem go jako zjawisko socjologiczne lub społeczne, ale na pewno nie artystyczne. Aż tu niedawno ukazuje się album "100 dni do matury" i nagle szczęka mi opada. Okazuje się, że "Patointeligencja" jest tylko dodatkiem. I teraz wiemy, że słuchanie tego utworu bez szerszego kontekstu nie ma sensu. Czyli, że ten nieznany nikomu wcześniej 19-latek wiedział jak to wszystko rozegrać. Zresztą jego sposób narracji i to, jak ogląda świat, ale także potencjał intelektualny, nasuwają podobieństwo do Taco Hemingwaya. Oczywiście między panami jest spora różnica, co widać chociażby w dużej ilości przekleństw u Maty, słychać to także  w podejmowanej tematyce. Ale trudno wymagać od bardzo młodego człowieka, żeby nagle udawał dorosłego. A w ostatnim swoim utworze Mata, używając określenia "WWA", nawiązuje do ostatniego albumu Hemingwaya właśnie.

https://www.youtube.com/watch?v=wTAibxp37vE

"100 dni do matury"

Tytuł albumu, także jego motyw przewodni, to przygotowania do świadectwa dojrzałości, które finalnie artysta zdobywa. Ale to tylko punkt zaczepny, bo tak naprawdę chodzi o pokazanie swojego życia, a tym samym kondycji rówieśników. I nie dajmy się zwieść: to, że Mata, czyli Michał Matczak pochodzi z inteligenckiego domu, obraca się ciągle w renomowanych placówkach oświatowych, nie jest gwarancją betroski. Takie rzeczy mogą spotkać każdego młodego człowieka, niekoniecznie w Warszawie.

Włożenie albumu w konwencję uroczystości szkolnej jest świetnym pomysłem. A umieszczenie w pewnym momencie, idealnie łamiąc dramaturgię albumu, "Halellujah" Cohena w wykonaniu 12-letniego artysty, to perełka. Zaskoczenie? Tak, ale dla mnie świadczące o dojrzałości artystycznej. Spodziewam się, że dzięki szkolnym klimatom wszystkie małolaty rzucą się na album ochoczo. I bardzo dobrze, bo może po kilkukrotnym wysłuchaniu dojdzie do nich, że te wszystkie przypały, melanże i inne młodzieńcze durne zabawy są jedynie zasłoną dymną. Weźmy np. "Tango" – tutaj w tym mądrym tekście możemy usłyszeć swoisty manifest pokolenia. Bo Mata nie udaje nikogo. I nie udaje, że nie wie co się dookoła niego dzieje. Paradoksalnie często zachowuje się, jakby był bezstronnym obserwatorem. Tak jest właśnie w "Patointeligencji"

"Nie zabijaj i nie dziel przez zero"

Dużo dzieje się w szkole, bo to przecież połowa życia każdego nastolatka.  Tutaj świetny "Piszę na matmie" i tytułowy "100 dni do matury". Największe jednak wrażenie robi na mnie utwór "Żółte flamastry i grube katechetki". W tym spokojnym klimacie Mata prowadzi nas od: "kiedyś nie byłem tak durny, miałem i kredki i piórnik", do rozważań o Bogu: 

"I choć gołym okiem widzę, że gdzieś łączy się niebo i ziemia
To wciąż jest daleko i bardzo się boję że w końcu opadnę z sił
I choć w sumie znam więcej dowodów na to że wcale cię nie ma
To postaram się żyć tak jakbyś był​"

www.youtube.com/watch?v=tXKh6P10vSY

"A my gramy, a my zalani łzami / Bo ze świetlicy wyciągają nas nasze mamy"

Mata poważny miesza się z Matą łobuzerskim, ale ciągle to ten sam człowiek – czujny obserwator, bezkompromisowy, bez litości również dla siebie. W tym wszystkim  podobają mi się zwroty akcji w postaci powrotów do beztroskiego dzieciństwa. W "Homo ludens" słuchamy o uzależnieniu od gier, a w "Mata Montana", jednym z moich ulubionych utworów, świetnie się słucha  o dziecięcej miłości do postaci z kreskówek. 

Kwintesencją albumu jest niezwykła spójność całego materiału. Umiejętność dobrania zespołu to sztuka, która w przypadku tak młodego człowieka świadczy o dużym potencjale. Liczni kompozytorzy i producenci utworów zrobili świetną robotę. Muzyka zaskakuje w każdym numerze. No i te wszystkie smaczki dodatkowe. Brawo!!!! Dla przykładu: energią  przyciąga "GOMBAO 33", a dojrzałą aranżacją moją uwagę zwraca "Wino Sangrita". Tak, to jest kawał porządnej muzyki. A moim zdecydowanie ulubionym utworem jest "Nero". Te sączące się leniwe wersy zostają w głowie. 

www.youtube.com/watch?v=rEziOlg30fw

Ciekawe, że "Patoninteligencję", skądinąd świetny tytuł, użyto do dyskusji na temat Batorego, czyli elitarnego warszawskiego liceum, ale też do kondycji polskiej młodzieży w ogóle. Jakby nagle wszyscy odkryli, że nastolatki też mają swój rozum, swoje rozterki, że czasami potrafią się bawić w sposób zaskakujący, ale może właśnie zgodnie z PESEL-em i czasami, w których żyją. A już kuriozalne jest wykorzystanie Maty do dyskredytowania jego ojca – cenionego prawnika, profesora UW. Aktywność Marcina Matczaka w ostrym komentowaniu polskiej rzeczywistości politycznej została powiązana z synem, świeżym maturzystą, który przecież wychowując się w takim  domu musi być wykolejony. Bo w tym materiale dowiadujemy się, że Mata w swoim  utworze mówi o patologii w polskim sądownictwie. No coż, każdy słyszy to, co chce usłyszeć. Jak w tym powiedzeniu, że niektórym panom wszystko kojarzy się z dupą:-)

9/10

Zostaw komentarz