Skip to content
18 maj / Wojtek

MBTM – półfinał nr 2.

Must Be the Music – drugi półfinał i drugi raz dziwna sytuacja w głosowaniu widzów. Ale…po kolei.

Ten koncert był dużo słabszy od poprzedniego, na szczęście połowa wykonawców była na interesującym poziomie 😉

Gwiazdą wieczoru był Marcin Patrzałek, genialny nastoletni gitarzysta. Jego poziom wtajemniczenia jest tak wysoki, że już dziś mógły grać w profesjonalnym zespole. Ten występ to był grom z jasnego nieba, takich gromów chciałoby się słyszeć więcej.

Fajnie, że na klasie Marcina poznała się głosująca publiczność, jego występ za tydzień w finale może być jeszcze ciekawszy. I to niestety będzie bardzo zaciekła walka między dwojgiem małoletnich artystów, bo chyba jedyną, która może  w programie rywalizować z tym rewelacyjnym gitarzystą jest Nina Karpińska. I to są oczywiście moi najpoważniejsi faworyci. Na szczęście nie  muszę decydować o tym, które z nich jest lepsze, bo na to odpowiedzi nie ma 😳

Tym razem zawiedli moi wcześniejsi faworyci. Pawie wszystkie zespoły strzeliły sobie w stopę wyborem repertuaru. Ich autorskie piosenki były nie najlepsze. Dobrze chociaż, że 2 kapelom udało się zachować poziom. Świetny był Roots Rockets – ich dojrzałość muzyczna, świetna zabawa muzyką, a przede wszystkim charyzmatyczny wokalista były w stanie zatuszować nienajlepszy utwór. Dużo lepiej było w przypadku Black Radio. Ich propozycje za każdym razem są rasowe, ale przy okazji lekko szalone i profesjonalne. Właśnie do takich młodych ludzi należy przyszłość muzyki w Polsce 😆

Podobała mi sie także Magdalena Dąbkowska. Jej sposób zaśpiewania bardzo wyświechtanej, ale też trudnej piosenki Alici Keys tym razem mnie przekonała. I właśnie takie niespodzianki najbardziej lubię, bo na etapie castingu dziewczyna nie podobała mi się. Brawo 🙂 Występ Magdy był absoltną opozycją w stosunku do innej wokalistki, która także zaśpiewała obcy repertuar. W tym przypadku było sztampowo i weselnie. No ale coż, każdy ma swoją ulubioną stylistykę i konkretny gust muzyczny, więc nie ma o czym dyskutować. Jednak dyskusja sama się ciśnie, kiedy to jurorzy są w szoku na wieść, że właśnie ta pani awanoswała do finału. A przecież nie od dziś wiadomo, że jeśli jest akcja, to potem może być reakcja – bo to przecież jurorzy zaprosili tę wokalistkę do etapu półfinałowego, mimo iż do wyboru mieli  wielu świetnych wykonawców. A żeby tego było mało, to po wczorajszym występie jurorzy komplementowali tę wykonawczynię niemal jednogłośnie. Nie można więc mieć pretencji do ludzi, że oddali swoje głosy, bo na pewno częściowo słuchają tego, co podpowiadają fachowcy. Po to oni są! Może to będzie więc najlepszą nauczką na przyszłość i przypomnieniem, że sztuka wymaga prawdy. Komplementy na wyrost mogą tylko uśpić naszą czujność i instynkt ciągłych poszukiwań.

Zostaw komentarz

*

code