Skip to content
4 sie / admin

Mela Koteluk & Kwadrofonik – „Astronomia poety. Baczyński” [RECENZJA]

Każdego roku czekam na płytę wydawaną dla uczczenia rocznicy Powstania Warszawskiego. I najczęściej czeka mnie miła niespodzianka, bo wbrew „okazjonalnemu charakterowi” te albumy, wydawane przez placówkę naukową, a nie doświadczoną wytwórnię, są bardzo ważnym elementem naszej kultury muzycznej. Wydany w ubiegłym roku „For Warsaw With Love” Urbaniaka było moją płytą nr 1 w podsumowaniu roku, a w poprzednich latach mieliśmy przyjemność rozkoszowania się świetnymi albumami Agi Zaryan i Moniki Borzym. Właściwie każda wydana z tej okazji płyta była interesująca, często stylistycznie bardzo śmiała. I pewnie dlatego zdziwiłem się na wiadomość, że  w tym roku ten zaszczyt przypadł Meli Koteluk. A jeszcze bardziej, gdy się dowiedziałem, że artystka cały album poświęciła tekstom Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Na szczęście niepotrzebnie się bałem.

Do projektu „Astronomia poety. Baczyński” Mela Koteluk zaprosiła renomowany, nagrodzony paszportem „Polityki” zespół Kwadrofonik. Towarzystwo tak nietypowego składu instrumentalnego (2 pianistów i 2 perkusistów) pozwoliło artystce na stworzenie ciekawej muzycznej opowieści. Bartek Wąsik, jeden z pianistów zespołu jest współtwórcą muzyki i aranżerem całego materiału. I pewnie jego wkład mocno wpłynął na ostateczny efekt, bo to chyba najciekawszy album Meli Koteluk. Artystka dotąd postrzegana przeze mnie jako wokalistka manieryczna i niezbyt staranna w wykonywaniu warstwy wokalnej potrafiła mnie przekonać. Co prawda nadal słychać lekkie zaśpiewy i nie zawsze staranną dykcję.

Podobają mi się „Astronomia” i „Wolność” – utwory ciekawe muzycznie. Szkoda, że nie zawsze dobrze słychać tekst, co w tego rodzaju repertuarze jest sporym niedopatrzeniem. Nie wiadomo czy to wina realizatora, czy samej wokalistki, ale niewątpliwie to utwory interesujące. Jeszcze bardziej podobają mi się „Drzewa”. Tutaj tyle dzieje się muzycznie, że przez chwilę możemy zapomnieć o tym co było, rozkoszując się malowanymi obrazami.

Po pierwszym przesłuchaniu albumu byłem zniesmaczony, na szczęście im dłużej go słuchałem, tym bardziej przekonywałem się, że to jednak całkiem interesujący materiał. Moje największe zastrzeżenie było związane z nienajlepszym ułożeniem materiału, bo rozpoczęcie wierszem „Niebo”, który znamy z mistrzowskiej interpretacji Ewy Demarczyk ze świetną muzyką Zygmunta Koniecznego to ruch bardzo odważny. Już sam pomysł zmierzenia się z tym tekstem jest dla mnie niezrozumiały, mogący świadczyć o odwadze albo wręcz nieodpowiedzialności. Po kilkukrotnym przesłuchaniu utworu nawet się do niego przyzwyczaiłem, więc spodziewam się, że gdyby był umieszczony nie na początku, to pewnie nie zrobiłby tak dużej krzywdy całemu materiałowi. Bo kiedy pod koniec płyty słyszymy „Piosenkę”, której tekst kojarzy się z debiutanckim utworem Grzegorza Turnaua, to mimo lekkiego zdziwienia, tym razem  nie mamy uczucia tak dużego dyskomfortu.

Mela Koteluk, wokalistka nieco dziś zapomniana, wraca w wielkim stylu. Co prawda nie spodziewam się, aby ten album jakoś mocno zaznaczył się na naszym rynku. Poprzednie płyty wydawane dla uświetnienia rocznicy Powstania rzadko pojawiały się w rankingach podsumowujących rok. Tym razem prawdopodobnie będzie podobnie. W moim podsumowaniu na pewno ta płyta się nie znajdzie, cieszę się jednak, że jej wysłuchałem. I to kilkukrotnie, a każde kolejne spotkanie z tą płytą coraz bardziej przekonywało mnie, że Muzeum Powstania Warszawskiego świetnie radzi sobie z doborem zapraszanych do swoich projektów artystów.

7/10

 

 

Zostaw komentarz

*

code