Mela Koteluk we własnej osobie – „Harmonia” [RECENZJA]
Nie było jej 5 lat, więc pewnie przeciętny słuchacz mógł o niej zapomnieć. Ale nie ma tego złego, bo „Harmonia” to bodaj najlepszy album artystki. Widać, że Mela Koteluk potrzebowała czasu. I dobrze go wykorzystała, bo teraz przychodzi do nas jako dojrzała, świadoma i przede wszystkim odważna artysta.
www.youtube.com/watch?v=I78dCIF90ek
Zaczęło się rok temu od piosenki „Harmonia”, okazało się jednak, że zapał artystki był zbyt wczesny, a singiel mający promować nowy album musiał czekać znaczenie dłużej. Artystka w ostatniej chwili postanowiła jeszcze dopracować materiał. I chyba dobrze się stało, bo tu wszystko jest jakościowe i mądre. W tekstach artystka nie boi się dotykać prostych zwrotów, ale banalnie nie jest ani na moment. Muzyka może nie powala, ale wszystko tu jest po coś, z bardzo przyzwoitą produkcją materiału.
Są tu trzy piosenki, które mnie mile zaskoczyły. Najpierw „Zobaczyć Ciebie”, w której artystce towarzyszy Ralph Kaminski. Ich duet jest bardzo dobrym połączeniem, ale też świadomym wyborem artystki, która w tym albumie na pewno nie idzie na skróty. Potem jest „Molo na most” – tekstowo tak zaskakująca piosenka, że za pierwszym razem musiałem sprawdzić tekst w sieci, wydawało mi się, że słyszę nie te słowa, ale okazało się, że fraza „oddam molo” to celowy zabieg, a tak o uczuciach rzadko się rozmawia. I jeszcze „Jestem stąd”, utwór tak ciekawie zaaranżowany, że można pomyśleć, że się tutaj zaplątał. Ale nie, to bardzo sprytny zabieg Marka Dziedzica, stałego współpracownika artystki. Brawo!
www.youtube.com/watch?v=-SdaV4ehh_s
Poprzednio narzekałem na zaśpiewy, czyli nieprecyzyjne wykonywanie interwałów. Teraz jest lepiej, aczkolwiek gdzieniegdzie lekko odzywa się ta maniera, na szczęście można uznać, że jest w zaniku. Tak, Mela Koteluk chyba przeszła na drugą stronę mocy.
8/10







