Skip to content
24 kw. / admin

Michael League – „So Many Me” [RECENZJA]

To nazwisko znane jest wszystkim miłośnikom Snarky Puppy, ale nie tylko. Bo Michael League, oprócz swojej podstawowej działalności, czyli liderowaniu zespołowi, aktywny jest na wielu muzycznych frontach. Tutaj trzeba wspomnieć o projekcie Bokante, czyli albumach z muzyką w stylizacji etnicznej, ale też produkowaniu płyt dla wielu artystów. Mimo tego bogatego dorobku, mimo, że jesteśmy przygotowani na solidną i nie byle jaką muzykę, to solowy album z 2021 roku  może nieźle zaskoczyć.

„So Many Me” to 43 muzyki autorskiej. I to też żadna niespodzianka, bo League jest kompozytorem doświadczonym, jednak tutaj artysta sam nagrał większość partii i instrumentalnych, a w dodatku śpiewa. I może nie jest to wokalistyka na poziomie światowym, ale wszystko ma swój charakter. Można się nawet zdziwić, że artysta tak późno odważył się na zaprezentowanie swojego głosu. Michael League pokazuje, że tak naprawdę do robienia dobrej muzyki nikt nie jest mu potrzebny. Może więc tym bardziej należy docenić jego osiągnięcia z zespołami, gdzie trzeba się nieco podporządkować.

Ta płyta jest rarytasem. 11 ciekawych utworów, zróżnicowanych dramaturgicznie, ale nawet te spokojniejsze są wykonane z najwyższą maestrią. Bo tej muzyki słucha się z otwartymi ustami albo rękoma gotowymi do oklasków.  Na zmianę, lub, jak w moim przypadku, jednocześnie.

10/10

Zostaw komentarz

*

code