Skip to content
15 paź / admin

Mikromusic  zaprasza do „Kraksy” z dobrym zakończeniem. [RECENZJA]

“Za te piętnaście lat
Wspólnie poznawany świat
Miłość bez żadnych nazw
Dziękuję Ci”

Tytuł albumu jest przewrotny, bo jeśli jest wypadkiem, to dobrze zaplanowanym, w dodatku z happy endem. Zresztą piosenka tytułowa, umieszczona jako ostatnia, to jasny punkt tego albumu. I dziwne, że nie załapała się na singla. Wybrano 2 inne, zresztą równie dobre, więc pewnie tutaj decyzja łatwa nie była.

„Nie odchodź, proszę nie odchodź
Nie zanurzaj się w odmętach,” internetach”

Album jak zwykle zdominowała Natalia Grosiak. Nic dziwnego, bo jako autorka wszystkich tekstów i współautorka muzyki, a także, a może głównie wokalistka kapeli, ma komfort wypowiadania się w sowim imieniu,  a jej kolegów z zespołu można uznać za tło. Ale za to jakie! Na pewno panowie,  pomagając wokalistce zrobili świetną robotę, szkoda jedynie, że nikt nie powiedział, że te wokalne firanki, towarzyszące jej od dawna, można sobie podarować, bo to nie styl wykonawczy, a zwyczajne niedbalstwo. I szkoda, bo stylu temu albumowi odmówić nie można. Mnie najbardziej ujmuje charakterystyczny dla artystki prześmiewczy charakter. Takie piosenki jak singlowe „Nie odchodź” i  „Najlepsza”, albo dowcipna „A ja co?”  to ważne momenty krążka.

“Samotny płomieniu pośród gwiazd
Kto cię żegnał i patrzył ci w oczy?
Kto cię tam w samotność wieczną wysłał?”

Reprezentowany w kilku piosenkach nurt poważniejszy nie jest już ta interesujący, ale dramatu oczywiście nie ma. Bardzo rozczarowuje „Operacja na otwartym sercu” z dobrym Piotrem Roguckim – dla mnie ta piosenka jest nieco przekombinowana. Za to podoba mi się „Winna”, chociaż do końca nie wiadomo, czy tu jest na poważnie, czy ciągle zastosowano jakiś myk. Pewnie na tym właśnie polega klasa Natalii Grosiak. Duże wrażenie robi na mnie „Łajka”, czyli wspomnienie pierwszego psa, który podróżował w kosmosie. Muzycznie jest tu na bogato, ciekawa jest aranżacja i wykonanie też niczego sobie. Mam jednak wątpliwość, czy ta piosenka powinna się w tym albumie znaleźć, bo do reszty kompletnie nie pasuje. Bardziej brzmi jak wykonania podczas koncertu okazjonalnego, w którym różni wykonawcy wykonują piosenki jednego autora, z orkiestrą i stosownym blaskiem.

Jeśli ktoś już kocha Mikromusic, to ta płyta niewiele zmieni. Gorzej z tymi, którym dotąd z tym zespołem było nie po drodze. Niemożliwie? Tak, ale znam kilka takich osób, i to nie są miłośnicy muzycznej tandety, którzy o Mikromusic nie słyszeli. Czy teraz się o nim dowiedzą?  Oby!

7/10

Zostaw komentarz

*

code