Skip to content
10 marzec / Wojtek

Moje 5 minut – Anna Józefina Lubieniecka, cz. II poprawiona

To drugi przypadek w tym cyklu, kiedy ponownie pochylam się nad jakimś artystą. W tym  przypadku musiało to nastąpić z 2 powodów. Po pierwsze z uczciwości obserwatorskiej, bo jeśli wcześniej opisana przeze mnie sytuacja zmienia się diametralnie, to moim obowiązkiem jest to zauważyć i skomentować. Po drugie – pierwszy wpis na temat tej wokalistki wywołał najwięcej emocjonalnych komentarzy; odpowiadając na nie zadeklarowałem, że chętnie zareaguję na nowe okoliczności i nawet jestem gotów odszczekać to, co wcześniej napisałem.

I taki moment  właśnie nastapił, o czym z przyjemnością donoszę – wokalistka wydała pierwszą solową płytę.

Tak, taka propozycja broni się sama. Najbardziej zaimponowało mi, że wokalistka, która wcześniej kojarzyła się z projektami mainstreamowymi dla raczej niewybrednego odbiorcy, teraz decyduje się na rozwiązanie, które szczególnie komercyjne nie jest. Taka muzyka, taki rodzaj wypowiedzi artystycznej świadczy o bardzo długiej drodze, jaką artystka przeszła w sowich poszukiwaniach. A czy to jest już jej miejsce docelowe?  Zapewne nie. Prawdopodobnie za kilka lat, biorąc udział w nowym projekcie artystycznym wokalistka potwierdzi, że ta płyta nie była przypadkiem.  😉

A wracając do płyty „11”,  to kończę moim ulubionym utworem „Rana”.

komentarze 2

zostaw komentarz
  1. Brawurka / 11 marzec 2015

    szacun za odszczekanie 😉 płytka faktycznie piękna, bardzo emocjonalna

  2. Mania / 16 marzec 2015

    O, przepraszam nie zauważyłam drugiego wpisu 🙂 Polecam wybrać się na koncert, gdzie to wszystko brzmi jeszcze bardziej magicznie.

Zostaw komentarz

*

code