Skip to content
6 wrz / admin

Monika Borzym – „Jestem przestrzeń” [RECENZJA]

Muzeum Powstania Warszawskiego zachwycają się nie tylko warszawiacy. Wszak to nowoczesna, świetnie funkcjonująca placówka. Ale pewnie nie wszyscy wiedzą, że od kilku lat muzeum wydaje płyty na okoliczność kolejnych rocznic Powstania. Za każdym razem zamierzenie jest ambitne i śmiałe – to chyba największa wartość tych albumów. W ubiegłym roku mieliśmy śmiały projekt Smolika z Natalią Grosiak i raperem Miuoshem, a kilka lat wcześniej rewelacyjny album Agi Zaryan. W tym roku zaproszono Monikę Borzym.

Do tego albumu zabrano się profesonalnie, jak przystało na placówkę naukową. Punktem wyjścia były wiersze Anny Świrszczyńskiej, uczestniczki Powstania. Wyboru tekstów dokonała świetna reżyserka teatralna Agnieszka Glińska. I to ona właśnie jest niewątpliwą matką ostatecznego efektu – dobór tekstów, ale też ich ułożenie w określoną dramaturgię dało kompozytorowi podstawę do twórczych poszukiwań. Mariusz Obijalski, wcześniej muzyk towarzyszący innym artystom (np. "Fisz, Emade") wspiąl się na wyżyny kompozytorskiego kunsztu. Wejście w sens tych wierszy, (pisanych  przecież wiele lat po Powstaniu, więc na pewno z dystansem i gorzką refleksją), to prawdziwe mistrzostwo. Obijalski dotarł do tych tekstów głęboko, tworząc świetną muzykę. I nie chodzi tu o same linie melodyczne piosenek – kompozytor potraktował muzykę całościowo, tworząc każdą nutę, którą słyszymy na płycie. Wszystkie aranżacje są bardzo staranie zaplanowane, a instrumentarium świetnie dopasowane do dramaturgii utworów. Mistrzowskie są promujące płytę "Jestem przestrzeń" i ""Muszę to zrobić". Mnie jednak podobają się utwory mniej oczywiste: zaskakujący "Pękam ze śmiechu" i  będący w kontrapunkcie do pozostałego materiału ""Jak głupi pies".

Celowo na koniec zostawiłem Monikę Borzym, choć właściwie od niej powinno się zacząć. Wokalistka znana była dotychczas głównie miłośnikom jazzu, jednak w tym przypadku artystka po raz kolejny udowadnia, że dzielenie muzyki na gatunki nie ma większego sensu. Na "Jestem przestrzeń" Monika Borzym jest wokalistką, która stara sie realizować główne założenie twórców. Większość jej interpretacji jest powściągliwa, jakby wokalistka chciała spozycjonować się bardziej jako obserwator – to ciekawy zabieg. Mam wrażenie, że niektóre teksty można było bardziej zinterpretować, co nie jest zarzutem, a jedynie trochę inną wrażlowością.  Przeszkadza mi jednak, że w sytuacji gdy wszyscy muzycy biorący udział w tym projekcie dali z siebie wszystko, tworząc czystą perfekcję, wokalistka jakby trochę odstaje. Najbardziej zdziwiło mnie niedopasowanie niektórych tonacji, bo kompletnie nie rozumiem, dlaczego tak doświadczona i obdarzona niezłą skalą wokalistka używa w kilku ważnych momentach falsetu. A już całkiem niezrozumiałe są niedopatrzenia dykcyjne, bo kiedy słuchamy tytułowej piosenki "Jestem przestrzeń", najczęściej słyszymy PRZESTRZE. Szkoda.

Ta płyta już przed swoją premierą miała tak dobrą promocję, że nie mogła być obojętna dla słuchacza. Prawdopodobnie wielu kupujących wybiera płytę z uwagi na samą ideę uczczenia Powstania Warszawskiego, jednak właściwą wartością są tutaj muzyka i emocje, która wraz z tekstem niosą. Trudno oprzeć się porównaniu tego albumu z "Umiera piękno". Wtedy, w 2008 roku, Aga Zaryan była raczej mało znaną wokalistką jazzową, podobnie jak dziś Monika Borzym. Co prawda ta druga zrobiła już kilka zaskakujących artystycznych kroków, aby być rozpoznawalną (udział w programie telewizyjnym "Twoja twarz brzmi znajomo"), jednak ciągle jest artystką niszową. Kariera Agi Zaryan po "powstaniowym" albumie rozwinęła się znakomicie, chociaż ciągle jest artystką dla wybranych odbiorców. Ciekawy jestem, jak będzie w przypadku Moniki Borzym, bo mimo wszystko uważam, że to album znakomity. I nie mam wątpliwości, że ta płyta w dużym stopniu pomoże wokalistce w karierze.

9/10

 

Zostaw komentarz

*

code