Moonchild – „Waves” [RECENZJA]
Szósty album pokazuje, że ten 3-sosobowy zespół rozwija się znakomicie. Początkowo przedstawiciel muzyki niszowej, mieszanki kilku stylów, teraz coraz bardziej rasowy, ale nadal, a może jeszcze bardziej poruszający się w różnych stylach. Zresztą wystarczy spojrzeć na listę gości: Jill Scott, Rapsody, Robert Glasper, PJ Morton, Gretchen Parlato, Erin Bentlage, Christie Dashiel i Lalah Hathaway. To tylko część długiej listy, ale jeśli tacy artyści przyjmują zaproszenie, to chyba nie można mieć wątpliwości, że mamy do czynienia z zespołem nietuzinkowym.
Trudno przewidzieć, jak brzmiałby ten materiał bez gości, bo są tu jedynie 2 utwory samodzielne – zapewne taki był pomysł na ten album. Zaproszeni wokaliści to różne światy: od R&B, przez soul i rap do jazzu. I właśnie to jest tutaj najciekawsze, bo mimo tego z pozoru sporego stylistycznego rozrzutu, cały materiał brzmi logicznie i spójnie, a w dodatku goście wnoszą piosenki na jeszcze wyższy poziom.
Każda piosenka przynosi coś nowego, i każda zachwyca, zwłaszcza wtedy, kiedy połączono artystów z nieco innych światów. Na mnie największe wrażenie zrobiła „Afterglow”, w której spotkały się: Lalah Hathaway, królowa R&B i dama jazzu Christie Dashiel. I właśnie za tę odwagę i wyobraźnię podziwiam Moonchild!
10/10








