Skip to content
27 lis / Wojtek

Must be the FINAŁ!!!

Takiego finału już dawno nie było w żadnym polskim  talent show. Może nie był to jakiś powalający poziom, ale było świetnie. Przede wszystkim konstrukcja koncertu – po wprowadzeniu po raz pierwszy zasady, że w finale występuje tylko 6, a nie 9 lub 10 podmiotów, zrobiło się bardzo interesująco. Oszczędzono nam wysłuchania nieudolnych popisów karaoke i twórczej grafomanii. Dostaliśmy zatem koncert treściwy i nawet, gdy niektórzy wykonawcy na ten finał nie zasłużyli, to i tak  większość z występujących zatarła ślady tych kilku gorszych.

Tak właściwie liczyły się 3 zespoły. I ciesze się, że wygrał mój faworyt.

To co proponuje Shata Qs, to coś bardzo na naszym rynku świeżego. Dlatego tym bardziej się cieszę, że widzowie głosowali na tę nie do końca komercyjną muzykę.  Od pierwszego usłyszenia tej kapeli wiedziałem, że oto mamy do czynienia z czymś, czego w tym programie jeszcze nie było. Tutaj zachwyca wszystko: świetny repertuar autorski świadczący o wysokim stopniu wtajemniczenia i znakomite wykonanie. I co warto podkreślić, gdyby rozkładać wszystko na osobne elementy, to można powiedzieć, że najsłabszym elementem jest to co wielu słuchaczom (i jurorom w konkurencyjnych programach) wydaje się najważniejsze, czyli warunki wokalne wokalistki. Nie, nie, absolutnie nie krytykuję frontmanki. Chciałem tylko podkreślić, że muzyczna kreacja sceniczna, to nie tylko głos. W tym wypadku całość jest tak smakowita i profesjonalna, że nie ma się do czego przyczepić. Jak by jeszcze było mało, to zespół gra świetnie, a bardzo przemyślane aranżacje dają nadzieję, że są jeszcze w naszym kraju ludzie, którzy nie idą na skróty. To najlepszy przykład na to, że do dobrego brzmienia wystarczy zaledwie 4 muzyków (z chórkami 6). Tak,  wystarczy – pod warunkiem jednak, że tych 4 instrumentalistów, to świetni muzycy, którzy w dodatku realizują równie świetną koncepcję wykonawczą.  Brawo! Brawo! Brawo!!!

Przed tym koncertem obstawiałem, że w najlepszej dwójce znajdzie się jeszcze El Saffron. Niestety, ta kapela nie spotkała się wystarczającą życzliwością głosujących. Na szczęście miejsce w dogrywce zajął niezły zespół,  więc jakoś to przełknąłem. Co nie zmienia faktu, że El Safforn uważam za zespół wyjątkowy. Teraz będą za nich trzymał mocno kciuki, bo dla takiej wrażliwości i kultury muzycznej warto być melomanem 😉

A na zakończenie mogę wyrazić radość, że Must be the Music niedługo będzie miał nową edycję. Wszak to jedyny program muzyczny w Polsce, który ma sens także po jego zakończeniu. Oczywiście myślę o wykonawcach, którzy dzięki tej audycji mogli zaistnieć i potrafili to przysłowiowe 5 minut wykorzystać. 😆

komentarze 2

zostaw komentarz
  1. El Saffron / 27 lis 2013

    Dziękujemy za konsekwentne sprzyjanie nam i temu, co robimy. Coś nam mówi, że polubilibyście nas Państwo jeszcze mocniej, gdybyśmy mieli okazję zaprezentować przygotowany, trzeci utwór na finał. Żal, ale może wkrótce, przy innej okazji nam się uda inapiszą Państwo znów coś krzepiącego, i klikną „lajka” Dzięki!

  2. Wojtek / 29 lis 2013

    Z przyjemnością napiszę o Was w cyklu „Moje 5 minut”, ale to dopiero nie wcześniej niż za rok.

Zostaw komentarz

*

code