Skip to content
12 lis / Wojtek

Must be the FINAŁ

Na każdym zebraniu ktoś pierwszy musi zabrać głos, a każdy talenshow jest tak przebiegle skonstruowany, że kończy się odcinkiem finałowym. Na taki odcinek zawsze się czeka z utęsknieniem, a raczej jak na wiadomość sensacyjną, bo wygranie programu to potężny kop do showbiznesu. 4 edycja Must Be The Music podgrzała moją ciekawość juz na etapie castingowym, a potem, odwrotnie niż u Hitchscocka, było tylko gorzej.

Do finału weszło sporo wykonawców absolutnie przypadkowych. Z całej dziesiątki połowa była kompletnie nieinteresująca. Z tej drugiej piątki rodzą się ciekawe wnioski:

  • 2 bardzo młodych wspaniałych gitarzystów, którzy już raczej nie mogli wygrać, bo taka historia wydarzyła się w 2.edycji programu. Zresztą Maciej Czaczyk, wielki zwycięzca sprzed roku,  jest artystą bardziej interesującym.
  • bardzo interesujący zespół Tune, który do finału wskoczył z dziką kartą. Oczywiste, że ta kapela nie mogła wygrać, skoro widzowie nawet nie głosowali na nią wcześniej. Na szczęście internauci zrobili swoje. nie od dziś wiadomo, że publiczność internetowa jest bardziej wyrobiona, niż ta typowo telewizyjna 🙄
  • Iwona Kmiecik, wokalistka z autorskim repertuarem, przepadła. Ludziom bardziej podobał się Tomasz Kowalski – wokalista, który nie wyróżnia się niczym szczególnym. To że ludzie go pokochali, to między innymi efekt jego patetycznego, popularnego repertuaru. Poczekamy co wokalista zaprezentuje już na swoje konto. A Iwona jest bardzo interesująca.

  • zespół Oberschlesien podobał się wszystkim: jurorom i głosującym. Szkoda, że nie wygrał. Może nie jest to mistrzostwo świata, ale utwory tej kapeli są wyraziste, przy okazji nieźle wykonane.

Dotychczas Must be the music był wyróżniającym się talenshow, bo promował artystów ze swoim repertuarem, czy jak to było w II edycji, instrumentalistów. Tym razem wygrała śpiewająca głowa, dzięki czemu ten program niczym nie różni się od swoich konkurentów i obawiam się, że los Tomka Kowalskiego będzie podobny do karier (czyli ich braku) większości wokalistów wypromowanych w polskich programach.

Mam nadzieję, że ten werdykt, jedyny dziwny w czterech edycjach programu, to tylko wypadek przy pracy i następna edycja znowu wypromuje ciekawego, gotowego na scenę, artystę.

 

Zostaw komentarz

*

code