Skip to content
15 kw. / Wojtek

Must Be The Music – 5

Ten odcinek niczym szczególnym nie różnił się od poprzednich – przyzwoity poziom, kilka wygłupów i kilka ciekawych występów. Czyli norma.

W licznie reprezentowanym nurcie coverowym najbardziej zainteresował mnie duet Azzja i Hubert. Ich kameralna wersja piosenki zespołu The Zutons (znanej głównie z wykonania Amy Winehouse) przekonała mnie swoją powściągliwością. Lubię gdy muzyk, a wokalista ZWŁASZCZA, nie pokazuje wszystkiego co potrafi w jednym utworze. Stylowe, świadome, dojrzałe. Brawo.

W tym odcinku był tylko jeden dobry zespół – Zgiełk. Zaproponowana przez nich stylistyka piosenki ulicznej świadczy o dużym dystansie i klasie artystycznej. Dzięki takim propozycjom ciągle udaje nam się zachować tożsamość na bezwględnym, anglojęzycznym komercyjnym rynku. Brawo. Brawo.

Gwiazdą wieczoru był dla mnie Rafał Lameński. Zaśpiewanie piosenki Maanamu, zwłaszcza przez osobę bardzo młodą, zwłaszcza w obecności Kory Jackowskiej, może świadczyć o brawurze i nieodpowiedzialności. Ale kto inny może sobie na tę brawurę pozwolić, jeśli nie siedemnastolatek. Jego wykonanie bez kompleksów, z fajnym odlotem było świeże i w pewnym sensie odkrywcze. No, no, jeśli sama autorka się zachwyciła, to już raczej nie ma o czym gadać. Brawo. Brawo. Brawo!

Teraz tylko pozostało nam czekać na odcinki na żywo. A w tych może się wydarzyć wszystko – zachwycą ci, którzy wcześniej cieniowali lub zawiodą faworyci. W poprzedniej edycji miałem faworyta od pierwszego usłyszenia. I ten faworyt zwyciężył. Teraz nikogo takiego nie zauważyłem. Może to tylko moje zagapienie się 🙄

Jeden komentarz

zostaw komentarz
  1. Ogólnie w Mast Be The Music czasami trafiają się perełki, którym powinno się za wszelką cenę pomóc wypromować, ponieważ podniosły by prestiż polskiej sceny muzycznej.

Zostaw komentarz

*

code