Skip to content
20 mar / Wojtek

Must Be The Music – odsłona czwarta

No i znowu Must Be The Music bije swoją talenshowową konkurencję na łopatki. Ta różnica powiększa się z tygodnia na tydzień, a ciekawe jak się skończy 🙄

W tym odcinku już zaczęło się od wysokiego „c”, bo zespół Propabanda East Collective zaprezentował kawał porządnej muzyki. Co prawda zaczęły mnie już nudzić te folkowo-cygańskie klimaty, bo tego typu wykonawców w MBTM jest sporo. W tej edycji były już podobne zespoły, więc ogarnęło mnie lekkie zmęczenie materiału, jednak to co zaprezentował ten zespół zainteresowało mnie. Głównie podoba mi się energia muzyków z bardzo wyrazistą wokalistką, ale jeszcze ważniejsza jest ich inwencja. Powkładanie do obcojęzycznej piosenki polskich elementów świadczy o kreatywności i muzycznej (i pewnie nie tylko muzycznej) inteligencji. Brawo!

Potem przewinęło się sporo wykonawców na przyzwoitym poziomie. Jurorzy rozdawali swoje „TAK” dosyć często. Czasami ich decyzja dziwiła mnie, ale pewnie w takiej formule programu trzeba przyjąć założenie przepuszczania wszystkiego interesującego, aby potem łatwiej było uformować listę wykonawców do programów na żywo. Pamiętajmy, że to głównie program rozrywkowy, a nie promujący. Już jakiś czas temu zauważyłem, że jury do tego programu zostało dobrane najlepiej. Tutaj potrafi zaskoczyć każdy juror w każdym momencie. Podoba mi się Kora, która broni swoich decyzji jak niepodległości. Po niej trudno się spodziewać czegokolwiek, bo najpierw bardzo ostro krytykuje coś, co zachwyciło pozostałych oceniających, by za chwilę rozpływać się nad czymś nie do końca interesującym. Ta pani podoba mi się dlatego, że robi wszystko na 100% – z takim samym poziomem zaangażowania chwali, jaki i krytykuje. Moje oceny najbliższe są opiniom Adama Sztaby, z tą różnicą, że on zachwyca się dużo częściej, ale to pewnie wynik tego o czym pisałem na temat produkcji programu.

W tym odcinku zainteresował mnie jeszcze jeden wykonawca. Patryk Kumór wystąpił w trudnej konkurencji karaoke. Ta dyscyplina, zwłaszcza w piosence rockowej, do moich ulubionych nie należy.

Wykonanie Patryka było bardzo obiecujące. Zainteresowała mnie jego muzykalność – w typowej rockowej piosence słyszę zaskakującą, podskórną delikatność. I to właśnie dla mnie jest znakiem rozpoznawczym tego wokalisty.

I to tyle. Bardzo jestem ciekaw jak potoczą się w programie losy większości wykonawców zaproszonych do następnego etapu, bo wydaje mi się, że jeszcze niejeden z nich będzie mógł zaskoczyć. Tutaj liczy się indywidualny „business plan” każdego wykonawcy i będąca jego fragmentem konsekwentna strategia na Must Be The Music. Nie wyobrażam sobie świadomego wykonawcy, który zgłaszając się na casting nie ma planu na wszystkie etapy programu i co najmniej rok po nim. Zatem….czekam na strategów 😛

Zostaw komentarz

*

code