Skip to content
6 wrz / admin

Natalia Przybysz – „Światło nocne” [RECENZJA]

Natalia Przybysz jest artystką przekorną. Ale także, dzięki śmiałemu wywiadowi w Wysokich obcasach”,  jest artystką wyklętą. Mogła być pierwszoplanową gwiazdą, ale szybko zlikwidowała świetnie zapowiadający się zespół Sistars – obie siostry Przybysz zdecydowały się na kariery solowe. Jednak to Natalia jest tą bardziej aktywną i bardziej kreatywną. Artystka pokazuje się od czasu do czasu w różnych projektach muzycznych, wspomagając innych artystów. Zazwyczaj to pomaganie jest znakomite, najlepszym przykładem jest świetna kreacja na płycie Wojtka Mazolewskiego. Teraz znowu Natalia Przybysz przypomina nam, że jest artystką kompletną, stanowiącą o swoim „tu i teraz”. Przed nami album „Światło nocne”.

W swoim piątym albumie Natalia prezentuje świetny materiał tworząc osoblive CV. Ta płyta jest na wskroś kobieca, bez komleksów i zamiatania pod dywan. Na taką odwagę mogą sobie pozwolić prawdziwi artyści. Tym albumem Przybysz potwierdza swoją przynależność do artystycznej pierwszej ligi. Ta bezkompromisowość to bardzo osobiste piosenki, w których tekst świetnie współgra z muzyką, a aranżacje piosenek i ich strona wokalna są konsekwencją wybranej koncepcji. I mimo, że muzycznie nie jest to szczególnie atrakcyjne, to w całości albumu słucha się bardzo dobrze. Bo właśnie największy sens to wysłuchanie tego albumu w całości.

Wszytkie piosenki mieszczą sie w podobnej stylistyce. Singlowa „Światło nocne” jest najbardziej charakterystyczna. Ciekawe są także pozostałe, chociaż już nie tak „radiowe”. Mnie zaciekawił rozpoczynający płytę utwór „Vardo”, w którym artystka wyśpiewuje wiele żeńskich imion. Ta wyliczanka jest tak długa, ale też interesująco dramatyczna, że czeka się co będzie później. I na koniec słyszymy imię artystki i tekst: „każda z nich będzi śnić w świetle dnia”. A jeszcze bardziej zrozumiemy sens, kiedy poszukamy sobie znaczenia tytułu – vardo to wóz cygański. I teraz cała piosenka nabiera dodatkowej głębi, a każdy może ją intepretować po swojemu. A przy okazji nasuwa mi się porównanie, że tym mało znanym słowem artystka poszerza nasze słownictwo, podobnie jak jeszcze w zespole Sistars odświeżyła zapomniane słowo „sutra”.

Natalia Przybysz wykonuje swój repertuar nieco nonszalancko. I nie ma w tym nic złego, bo to tylko podreśla autentyzm. Nawet nie przeszkadza mi maniera częstego „podciągania” dźwięków w samogłoskach – to mieści się w koncepcji interpretacyjnej. Nie mogę jednak zaakceptować niestaranności dykcyjnej – w singlowym „Świetle nocnym”  bardzo długo dochodziłem do właściwego tekstu. Kiedy słyszałem tę piosenkę jeszcze przed premierą płyty, cały czas rozumiałem: „od światła dziennego wolę światło w lustrze”.   Dopiero podczas słuchania całej płyty z kontekstu odkryłem, że jednak chyba nie o lustro tutaj chodzi. Obejrzany klip potwierdził moje wątpliwości. Dopiero po przeczytaniu tekstu dowiedziałem się, że artystka śpiewa: „od światła dziennego wolę światło nocne”. A potem dziwimy się, że nie możemy zrozumieć anglojęzycznych wykonawców, skoro nasi rodzimi fundują nam takie niespodzianki.

W warstwie wykonawczej wokalistka zwraca uwagę swoim  coraz bardziej świadomym głosem. Jej ciemna, chropowata barwa to już znak rozpoznawczy. I może dlatego zwróciłem uwagę na „Dzieci malarzy”, w której Natalia używa falsetu. I to jest raczej świadomy zabieg, który jeszcze bardziej podkreśla przekazywane treści o trudnym dzieciństwie dzieci artystów. Do formułowania tak śmiałych wniosków trzeba mieć sporo dystansu i odwagi. Brawo!

W całym materiale piosenek bardzo podobnych stylistycznie właściwie każda jest zupełnie inna. Albo wyróżnia się innym akompaniamentem, albo innym rodzajem ekspresji. Wszystkie jednak mają wspólny mianownik – wewnętrzne rozterki kobiet. W tym kontekście pojawienie się piosenki S.O.S. jest zabiegiem znakomitym, dobrze uzupełniającym cały materiał. Można tylko pogratulować, że wokalistka, która nie kreuje się na więlką divę, ani wybitną interpretatorkę potrafi tak znakomicie wykonać piosenkę Starszych Panów. A na zakończenie płyty słyszymy refleksyjną, mądrą piosenkę „Dom”. Tak, na tej płycie nie ma żadnych przypadków, nie ma udawactwa i mizdrzenia się. Bo jak artystka śpiewa w jednej z piosenek:

„A w roku miłosierdzia

święta w więzieniu spędzam

to ciało jest domem

a dusza gościem.”

8/10

Zostaw komentarz

*

code